czwartek, 6 stycznia 2011

Związek Szlachty Polskiej Oddział w Bydgoszczy 4 2010

KRONIKA


III. BIESIADA KULTURALNA – SŁABOSZEWKO 2010

W dniu 29 maja 2010 r. w Słaboszewku w Gminie Dąbrowa w woj. kujawsko - pomorskim odbyła się III.BIESIADA KULTURALNA – SŁABOSZEWKO 2010 uświetniająca 20 lecie samorządu terytorialnego w Polsce. Ta trzecia coroczna edycja Biesiady odbyła się pod hasłem : „Koloryt życia wsi”. Toteż organizatorzy doskonale dobrali tematykę i program ukazując  tradycję i rolę kulturotwórczą  Dworu i Wsi, ich koegzystencję i harmonię życia przez wieki. Jednocześnie organizatorzy nie tylko wspominali dawne czasy ale w sposób niezwykle dynamiczny zdołali zintegrować poprzez kulturę życie mieszkańców wsi w Gminie Dąbrowa. Organizatorami Biesiady była Wyższa Szkoła Gospodarcza Instytut Kulturoznawstwa i Dziedzictwa Regionalnego na czele z dyrektorem dr Markiem Chamotem oraz Gminą Dąbrowa na czele z wójtem Stanisławą Łagowską, zamężną z Piotrem Łagowskim członkiem Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego. Patronat honorowy objął Klub Bydgoski z przewodniczącą Wiesławą Jarzębowską. Na Biesiadę przybyli przedstawiciele zasłużonego dla kultury narodowej Rodu Zdziechowskich, inteligencja znani artyści, naukowcy, nauczyciele, dziennikarze, uczniowie szkół gminnych z nauczycielami i pracownikami bibliotek i ośrodków kultury, przedstawiciele różnych firm, społeczność Gminy Dąbrowa. Przedstawiciele nauki reprezentowali m.in. uczelnie : Wyższą Szkołę Gospodarki w Bydgoszczy, Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. W Biesiadzie uczestniczyli urzędnicy samorządowi i z Urzędu Marszałkowskiego województwa kujawsko – pomorskiego oraz przedstawiciele różnych stowarzyszeń m.in. Klub Bydgoski, Polskie Towarzystwo Ziemiańskie Oddział w Toruniu, Związek Szlachty Polskiej Oddział w Bydgoszczy na czele z prezesem Andrzejem Boguckim, który przybył wraz z małżonką Urszulą i córką Anną. W parku podworskim odbyły się występy chórów, teatrów, zespołów tanecznych śpiewaczych i regionalnych. Uczestnicy mogli podziwiać prace dzieci i młodzieży nadesłane na konkurs plastyczny „Tak widzę piękno mojej wsi”. Odbyły się spotkania ze starszymi mieszkańcami gminy i przedstawicielami ginących zawodów oraz różne prezentacje m.in. Wojewódzkiego Ośrodka Kultury i Sztuki, Instytutu Architektury i Urbanistyki WSG, którzy przedstawili wizualizację dworu i parku. W Dworze w Słaboszewku nastąpiło otwarcie wystaw : Galeria Słaboszewka, wystawa artysty malarza Leszka Goldyszewicza, Wystawa Starych Fotografii mieszkańców Gminy Dąbrowa. Uczczono pamięć właścicieli Słaboszewka. Na ścianie zewnętrznej Dworu odsłonięto pamiątkową tablicę z napisem : „Wszystkiemu, co los zmienia i czas pożera człowiek tkliwym wspomnieniem znikomość odbiera” (Izabela Czartoryska) DWÓR AMELII I KAZIMIERZA ZDZIECHOWSKICH  Miejsce – Literacko – Artystyczno – Naukowych Spotkań Okresu Dwudziestolecia Międzywojennego, W Których Uczestniczyli Wybitni Twórcy i Uczeni Polscy: Jerzy Andrzejewski, Witold Gombrowicz, Witold Małcużyński, Bolesław Miciński, Antoni Uniechowski, Prof. Marian Zdziechowski, Dr Stanisław Żejmo – Żejmis. Tablicę ufundował inicjator przywracania pamięci o Dworze Słaboszewskim Instytut Kulturoznawstwa i Dziedzictwa Regionalnego WSG w Bydgoszczy”. W dawnym Salonie Zdziechowskich przeplatane muzyką, grą na pianinie i skrzypcach zorganizowano Wspomnienia z czasów Zdziechowskich, których moderatorem był dr Marek Chamot, główny pomysłodawca i organizator artystycznych Biesiad. Występowali Kazimierz Zdziechowski, który przedstawił oryginalne pamiętniki przed wojenne swojego dziadka, czytając je w fragmentach. Swoje wspomnienia zaprezentowała Tekla Glinkowska. Dziennikarz Stanisław Kaszyński wieloletni regionalista i wspaniały erudyta, autor m.in. książki „Nieznanym śladem Gombrowicza”, przedstawił rolę i znaczenie Dworu w Słaboszewku dla kultury, narodowej, szczególnie poprzez sylwetki wybitnych przedwojennych przedstawicieli inteligencji II Rzeczypospolitej, którzy przybywali do Słaboszewka. Swoją wizję artystyczną Dworu i natury na Liwie i Kujawach, przedstawił wybitny artysta malarz prezes honorowy Związku Polskich Artystów Plastyków Jerzy Puciata. Katarzyna Rodziewicz z kresowego Rodu Rodziewiczów przedstawiła swoją adaptację w dzisiejszych czasach Zabytkowego Zespołu Dworsko – Parkowego z Przełomu XVIII/XIX w. „Dworu Marzeń – Sielec” na Pałukach, gniazdo rodowe admirała Józefa Unruga i rodziny Rodziewiczów. Wszyscy uczestnicy Biesiady zostali poczęstowani żurem kujawskich gotowanym w polowej kuchni wojskowej, wypiekami różnych ciast i  kawą. Bawiono się przy ognisku i dźwiękach muzyki. Prezes Związku Szlachty Polskiej Oddział w Bydgoszczy Andrzej Bogucki.
Tadeusz Tulibacki, pisząc o Wybitnych Wilnianach z okazji 135. Rocznicy urodzin Mariana Zdziechowskiego m.in. pisał w piśmie:  „Nasz Czas 17/2006 (691)” o Marianie i Kazimierzu Zdziechowskich: „Dworek w Słaboszewku, który należał do rodziny Zdziechowskich był miejscem spotkań tak znanych twórców jak Witold Gombrowicz, Jerzy Andrzejewski, Maria Dąbrowska, Antoni Uniechowski, Bolesław Miciński, Stanisław Żejmo-Żejmis, Witold Małcużyński a także Marian Zdziechowski, rektor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie - brat właściciela tego dworku. Profesor Marian Zdziechowski urodził się 30 kwietnia 1861 roku w Nowosiółkach (dzisiejsza Białoruś). Był uczonym o wielkim autorytecie, najwybitniejszym reprezentantem rodziny Zdziechowskich - zasłużonym historykiem kultury i literatury słowiańskiej, wybitnym filozofem i publicystą. Do swego przejścia na emeryturę w 1931 r., kierował objętą zaraz po otwarciu Uniwersytetu Stefana Batorego w 1919 Katedrą Literatury Powszechnej na tej wileńskiej uczelni, w latach 1925-27 był rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i też, nie mając własnej siedziby, Uniwersytetu Stefana Batorego. Profesor Zdziechowski był jednym z głównych łączników pomiędzy Akademią Jagiellońską a odrodzonym Uniwersytetem Stefana Batorego. Dobra rodzinne zostały poza granicami traktatu ryskiego, dlatego odpoczywał Profesor w zaprzyjaźnionym domu Jeleńskich w Suderwie podwileńskiej, a czasem spędzał lato u młodszego brata Kazimierza w Słaboszewku. Kazimierz Zdziechowski, urodzony 14 marca 1878 r. w  Rakowie na Wileńszczyźnie w rodzinie ziemiańskiej , prozaik, autor powieści, absolwent prawa Uniwersytetu Moskiewskiego, przyjaciela Marii Dąbrowskiej i Elizy Orzeszkowej, właściciel majątku ziemskiego w Słaboszewku. Wieś Słaboszewko istnieje już od końca XIV wieku. Do 1939 r. oprócz wsi zamieszkałej przez rolników, był tutaj także majątek ziemski o powierzchni ponad 530 ha stanowiący własność Amelii i Kazimierza Zdziechowskich. Do majątku należał bezpretensjonalny dworek zbudowany na przełomie XIX i XX wieku.  Kazimierz Zdziechowski objął majątek w Słaboszewku w 1922 roku. Rodzina Zdziechowskich przetrwała w Słaboszewku do wybuchu II wojny światowej. Wiosną 1939 r. Kazimierz Zdziechowski zapisał w swoim "Dzienniku": "Wojna wydaje się nieunikniona, mimo to wierzę, że jej nie będzie. Broni nas od niej bojowa postawa". A po kilku tygodniach napisał "Cud może tylko uratować Europę od wojny. Ale czy stanie się ten cud? Wojna, ktokolwiek by ją rozpoczął, byłaby szaleństwem zbrodniczym". Po opuszczeniu Słaboszewka Zdziechowscy odbyli przymusową wędrówkę do Wilna, a stamtąd przez Worokomle, Lublin i Kraków do Jedlicza pod Krosnem, gdzie mieszkała siostra Amelii Zdziechowskiej. Trafiła tu także jej córka Maria Krasicka z mężem Władysławem oraz Stanisław Żejmo-Żejmis. Podczas krótkiego postoju w Krakowie K. Zdziechowski namawiał rodzinę do powrotu do Słaboszewka, ale sprzeciwiała się temu stanowczo jego żona Amelia, głównie ze względu na zaawansowaną ciążę córki Marii. Mimo trudnych warunków Kazimierz Zdziechowski rozpoczął w 1940 r. pisanie "Pamiętników", które kontynuował do stycznia 1942 r. Wówczas rozpoczęła się wielka tragedia tej zasłużonej rodziny. Powodem było udzielenie przez Zdziechowskich schronienia poszukiwanym przez gestapo członkom ruchu podziemnego z Krakowa, wytropionym przez hitlerowców z końcem lutego 1942 r. Wtedy okupanci aresztowali sześciu mężczyzn, w tym Kazimierza Zdziechowskiego, Władysława Krasickiego i Stanisława Żejmo-Żejmisa. Po krótkim pobycie w krakowskim więzieniu Montelupich - w latach 1939-45 było to więzienie krakowskiego gestapo - więźniów przetransportowano do obozu koncentracyjnego w Auschwitz . Żaden z tych mężczyzn nie przeżył obozu. Kazimierz Zdziechowski zginął, jak wynika to z telegramu od komendanta Auschwitz do rodziny w pierwszych dniach sierpnia 1942 roku. Depesza o śmierci Kazimierza Zdziechowskiego jest ostatnią pamiątką po właścicielu Słaboszewka, który został zamordowany, gdy miał 67 lat”. Opis załączonych zdjęć : Dr Marek Chamot rozpoczyna uroczystości w Słaboszewku. Przybyli goście. Tablica Przywracania Pamięci Dworu Zdziechowskich w Słaboszewku. W środku artysta malarz Jerzy Puciata z Rodziną Zdziechowskich. Rodzina Zdziechowskich z prawej Katarzyna Rodziewicz i Andrzej Bogucki.Przed Dworem w Słaboszewku Andrzej Bogucki z żoną Urszulą i córką Anną. Katarzyna Rodziewicz, Andrzej Bogucki, Stanisław Kaszyński wraz z mieszkańcem Słaboszewka.

I jeszcze wspomnienia  z kwietniowego pobytu w Rosji.
Oto jak go widział jadący z nim młody grafik Brat Inflancki Marek Pankanin, który swoją grafikę zatytułował: „Bogucki pod Pskowem” – parafrazując tym znane dzieło Jana Matejki. Grafika w załączeniu. (R.K.).


Boże Ciało 2010
W czwartek 3 czerwca 2010 r. uroczystość Najświętszego  Ciała i Krwi Pańskiej – zwana popularnie Bożym Ciałem uczestniczyliśmy w Bydgoszczy w Mszy Św. , a następnie po Mszy św. o godz. 8:30 wyruszyła z naszego kościoła Salezjanów pw. Św. Marka procesja do kościoła św. Mateusza. W orszaku procesyjnym podczas wspólnego pielgrzymowania i modlitwy uczestniczyło tysiące osób, co było wyrazem naszej wiary w żywą i autentyczną obecność Chrystusa w Eucharystii. W naszych oknach i na balkonach nie zabrakło  świętych obrazów i okolicznościowych dekoracji, m.in. flag narodowych, kościelnych i papieskich. Dla przedstawicieli naszych środowisk patriotycznych wraz z naszymi Rodzinami była to wieloletnia święta powinność, coroczna procesja okazująca naszą wiarę. W procesji uczestniczyli przedstawiciele różnych wspólnot obu parafii, służba liturgiczna, chóry, bractwa oraz nasi działacze z m.in. Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” II Bydgoszcz Fordon im. gen. Józefa Hallera, Towarzystwa Pamięci Generała Hallera i Hallerczyków, Związku Szlachty Polskiej Oddział w Bydgoszczy, Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego z oddziału w Toruniu, Bractwa Inflanckiego. (alb)

Odkrywanie Wileńszczyzny !
Jerzy Żenkiewicz
Nawiązując do tematyki pielęgnacji polskiej tożsamości i obecności na Kresach wschodnich chciałbym, jako członek Oddziału bydgoskiego Związku Szlachty Polskiej, podzielić się na łamach KRONIKI swoimi wrażeniami z wyjazdu. Na początku czerwca 2010 r. miałem okazję kolejny raz odwiedzić tak bliskie, sercu wielu Polaków, Wilno. Tym razem zdecydowałem się „kosztem” Wilna zwiedzić kilka miejscowości w rejonie solecznickim, wchodzącym administracyjnie w skład okręgu wileńskiego. Wiele osób z tego rejonu miała ścisły związek z uniwersytetem wileńskim, a dawniejsi właściciele odwiedzanych miejscowości byli wybitnymi polskimi postaciami. Obszar mojej penetracji, leżący stosunkowo blisko Wilna-kilkadziesiąt kilometrów od niego w kierunku południowo wschodnim-jest obecnie zamieszkały w większości przez ludność pochodzenia polskiego. W okresie międzywojennym tereny te wchodziły w skład II Rzeczpospolitej. Niestety rejon ten, w moim odczuciu, odbiega daleko od najbardziej rozwiniętych gospodarczo rejonów Litwy. Według opinii niektórych tutejszych Polaków stan ten jest rezultatem świadomej polityki litewskiej. Ponieważ podróżowałem samochodem, miałem okazję po „drodze” odwiedzić jeszcze po stronie polskiej miejscowość Berżniki, która leży kilka kilometrów od głównego przejścia granicznego z Litwą-Ogrodniki. Już w I połowie XVI w. był tutaj dwór zbudowany przez Jurewicza Paca i drewniany kościół. W 1559 r. Berżniki otrzymują prawa miejskie od królowej Bony, które tracą w 1805 r. To w tym regionie rozegrała się w dniach 20-26 września 1920 r. wielka bitwa-przeprowadzona została pod dowództwem Józefa Piłsudskiego ofensywa wojsk polskich i rozbita bolszewicka Armia Czerwona. Równolegle Polacy musieli walczyć z Litwinami o wschodnie rubieże, gdzie szczególnie zacięte walki prowadzone były w okolicach Sejn. M.in. 22 września 1 Dywizja Piechoty rozbiła dwa litewskie pułki i wyzwoliła Sejny. W okresie międzywojennym Berżniki były ważnym ośrodkiem działalności Korpusu Ochrony Pogranicza. Obecnie w Berżnikach warto zwiedzić drewniany kościół parafialny, z fragmentami ścian z XVI w. Bardzo interesujący jest duży cmentarz parafialny z licznymi pomnikami poświęconymi żołnierzom poległym w walce z Litwinami podczas bitwy niemeńskiej. Na tym samym cmentarzu znajduje się duży kamienny pomnik, zbudowany w 2005 r., poświecony żołnierzom litewskim poległym w tej samej kampanii w walce z Polakami. Na cmentarzu znajduje się również pomnik ku czci Polaków straconych przez hitlerowców podczas II wojny. Obok tego cmentarza są jeszcze w Berżnikach dwa małe cmentarze: żydowski i wojskowy z okresu I wojny. Foto : Mogiły poległych polskich żołnierzy w kampanii zaniemeńskiej na cmentarzu w Berżnikach. Z Berżnik prowadzi na Litwę wśród lasów lokalna droga szutrowa, którą dojechałem do odległego o 20 km Kopciowa (Kapciamiestis). Foto: Nasz viceprezes Oddziału w „głuszy” na przejściu granicznym pomiędzy Berżnikami a Kopciowem Samo przejście graniczne to zupełne odludzie z podniesionym drewnianym szlabanem, wyciętym lesie na szerokość 100 metrów, stanowiącym pamiątkę po biegnącej granicy państwowej oraz dwoma tablicami-Rzeczpospolita Polska i Republika Litewska. Przejście to funkcjonowało od 1 września 2006 r. do 21 grudnia 2007 r. (jako sezonowe dla pieszych i rowerzystów), kiedy to zostało zlikwidowane na mocy Układu z Schengen. Kopciowo dzisiaj jest niedużym miasteczkiem, położonym w pobliżu jeziora Niedus. W 1516 r. król Zygmunt Stary podarował znaczne połacie lasów swemu pisarzowi Kopciowi. Obdarowany Kopeć wybudował dwór i miejscowość nazwał Kopciowem. W XVIII w. Kopciowo należało do rodziny Ogińskich, następnym właścicielem był biskup wileński Jakub Massalski. Po Massalskim kolejnymi właścicielami Kopciowa byli kolejno: hr. Żyniew, Tyszkiewiczowie, płk. Sztecutin i rodzina Abłamowiczów z Justynianowa. Natomiast kościół p.w. Opatrzności Bożej ufundował w 1824 r. Antoni Ogiński. Kościół spłonął w 1941 r. i odbudowany został w 1956 r. Atrakcją historyczną Kopciowa jest grób bohaterki powstania listopadowego Emilii Plater (1806-1831). Rodzina Platerów wywodziła się z Inflant, obecna Łotwa. Po przystąpieniu Emilii do powstania, została mianowana kapitanem wojsk powstańczych. Wspólnie z kuzynem Cezarym Platerem wyekwipowała oddział wojsk powstańczych, który operował w pobliżu jeziora Dusiaty. Jej oddział odniósł sukces zajmując Jeziorowy. W zgrupowaniu gen. Dezyderego Chłapowskiego stoczyła z Rosjanami potyczki  pod Mejszagołą, Kownem i Radziwiliszkami. Po wycofaniu się gen. Chłapowskiego do Prus, jesienią 1831 r. podjęła  wraz z przyjaciółką Marią Raszanowiczówną i kuzynem Cezarym Platerem próbę przedarcia się do Kongresówki. W wyniku odniesionych ran zatrzymała się w majątku Abłamowiczów w Justynianach, gdzie zmarła 23 grudnia 1831 r. Pochowana została w Kopciowie pod nazwiskiem Zielińska. Dopiero kilkanaście lat później umieszczono jej prawdziwe nazwisko. To Adam Mickiewicz w swym wierszu „Śmierć pułkownika” opisał historie śmierci Emilii Plater. Obecny nagrobek pochodzi z przełomu XIX/XX w. Jest on usytuowany na maleńkim historycznym cmentarzyku, wśród wiekowych drzew. Całość jest ogrodzona i odrestaurowana ze środków unijnych. W 1999 r. Litwini dodatkowo odsłonili w Kopciowie pomnik Emilii Plater autorstwa A. Ambruleviciusa i usytuowali go na placu przy miejscowym kościele. Litwini bardzo podkreślają na każdym kroku „litewskość” Emilii Plater. Foto: Pomnik bohaterki powstania listopadowego Emilii Plater 
w Kopciowie. Z Kopciowia pojechałem do Jaszun (Jasiunai), położonych nad urokliwą Mereczanką, przy starym trakcie Wilno-Lida-Grodno. Od XV do XVII w. Jaszuny należały do Radziwiłłów. W 1811 roku dobra jaszuńskie od ordynata nieświeskiego odkupił Ignacy Baliński, cześnik inflancki. Od 1819 r. właścicielem majątku był jego syn, Michał Baliński (1794-1864), profesor Uniwersytetu Wileńskiego, ceniony historyk i publicysta, ożeniony z Zofią Śniadecką, córką prof. Jędrzeja i Konstancji z Mikołajewskich Śniadeckich. Natomiast prof. Jan Śniadecki po zamknięciu Uniwersytetu Wileńskiego, zamieszkał na stałe u swej bratanicy w Jaszunach. Wybudował on tam w latach 1824-1828 pałac wg projektu architekta Karola Podczaszyńskiego. W 1939 r. pałac został rozgrabiony przez starowierców z przyległej wsi. Budynek pałacowy z przyległą oficyną do dzisiaj stoi przy Mereczance. Po wojnie mieściła się tam siedziba kołchozu i kompleks był utrzymany w dobrym stanie. Za pałacem znajduje się zespół parkowy o powierzchni 22,6 ha. Niestety, obecnie pałac jest opuszczony, a park mocno zaniedbany. Według uzyskanych informacji, Litwini mają problemy własnościowe z zespołem pałacowo-parkowym. Po drugiej strony Mereczanki znajduje się otoczony wysokim murem cmentarz rodziny Balińskich, gdzie również został pochowany Jan Śniadecki. Zauważyłem, że cmentarz był odnowiony kilka lat temu z funduszy unijnych. Warto zwrócić uwagę, że pałac jaszuński za czasów Michała Balińskiego i Jana Śniadeckiego gościł wielu znamienitych wileńskich gości: Ludwikę Śniadecką-młodzieńczą miłość Juliusza Słowackiego, prof. Augusta Becu-ojczyma J. Słowackiego, Adama Mickiewicza, Tomasza Zana, Ignacego Domeyko, Wawrzyńca Puttkamera oraz wielu innych filomatów. Foto: Zapuszczony pałac Balińskich w Jaszunach. Sama miejscowość robi wrażenie dobrze zarządzanej. Widać w niej wiele nowych domów, zarówno o urokliwej konstrukcji drewnianej, jak i duże domy murowane. Jedyny w Jaszunach kościół polski odznacza się ciekawą forma architektoniczną, wraz z zadbanym otoczeniem. W miasteczku funkcjonuje nowoczesny polski zespół szkolny. Jaszuny były ostoją dla powstańców, przez co mieszkańców objęły szczególnie ostre represje carskie po powstaniu styczniowym. Foto: Polski kościół w Jaszunach. Kolejną odwiedzaną miejscowością był Mały Merecz (Merkine), położony również nad Mereczanką, w odległości 3 km od Turgiel. Posiadłość należała kolejno do Radziwiłłów, Słuszków, Potockich, Duninów, Sanguszków i Korsaków. W 1767 r. Mały Merecz, liczący wówczas ponad 3 tys. ha zakupił ks. kanonik wileński Paweł Brzostowski (1739-1827). Następnie wybudował tu rezydencję i od swego imienia nazwał Pawłowem. W 1769 r. wydał Ustawę organizującą życie w dobrach Pawłowskich na zasadzie samorządu. Z mocy tej Ustawy powołano trochę utopijną na owe czasy „Republikę Pawłowską” wraz ze swoją flagą, a miejscowość podniesiono do rangi miasteczka. Zniesiono poddaństwo i zorganizowano wewnętrzną milicję porządkową. Z czasem Republika Pawłowska otrzymała własną monetę oraz parlament z niższą i wyższą izbą. W 1791 r. Pawłów przeszedł w ręce hr. Fryderyka Moszyńskiego, który przywrócił poddaństwo i zlikwidował „Republikę Pawłowską”. Mieszkańcy dóbr pawłowskich aktywnie wsparli powstanie kościuszkowskie. W 1799 r. dobra Pawłowskie przeszły w ręce hr. Oktawiusza Choiseul de Gouffier, syna ambasadora francuskiego w Stambule. Wybudował on olbrzymi zespół pałacowy składający się z trzech korpusów. Pałac przetrwał do II wojny, będąc siedzibą rodziny Wagnerów. W czasie wojny spłonął i obecnie znajduje się w całkowitej ruinie. Zachowana została tylko częściowo oficyna i ruiny neogotyckiej bramy. Foto: Ruiny po Republice Pawłowskiej. Park został całkowicie wykarczowany. Od strony Turgiel zachowała się XIX-wieczna murowana kaplica wysokości 14 m z Chrystusem dźwigającym krzyż. Tyle tylko zostało z czasów świetności pionierskiej „Republiki Pawłowskiej” i jej następców. Mały Merecz jest obecnie oferowany do zwiedzania przez wileńskie biura turystyczne. Po Małym Mereczu przyszła kolej na Turgiele (Turgeliali).  Położone są one na prawym brzegu urokliwej Mereczanki. W XVI w. właścicielem posiadłości był Wacław Mongirowicz, który pobudował okazały dwór i drewniany kościół. Przy kościele w 1729 r. z inicjatywy ks. P. Brzostowskiego powstała polska szkoła. Okazały dzisiejszy kościół neobarokowy o dwuwieżowej konstrukcji został zbudowany w latach 1897-1909. Jego wnętrze jest ozdobione bogatą sztukaterią. Jak podają przewodniki, znajduje się w nim szereg interesujących malowideł, m.in. dwa cenne obrazy z XVIII w.: „Święty Józef” i „Święta Rodzina”. Warto zwiedzić znajdujący się blisko kościoła cmentarz, gdzie prawie wszystkie pomniki i groby są polskojęzyczne. Wyróżnia się w nim górująca w kształcie rotundy kaplica z 1850 r.  Zostali tam pochowani zasłużeni dla Turgiel i okolic Katarzyna i Józef Kobylińscy. Na tym samym cmentarzu został pochowany Szymon Malewski (1759-1832), prawnik i ekonomista, profesor Uniwersytetu Wileńskiego. Szymon Malewski piastował w latach 1818-1822  funkcję rektora wileńskiej uczelni. Okolice Turgiel sa zamieszkałe głównie przez Polaków. Działa tutaj m.in. polska szkoła średnia oraz zespół ludowy „Turgielanki”. Na ulicach Turgiel brzmi śpiewny, kresowy język polski. Czas, trochę jakby się tutaj zatrzymał. Foto: Cmentarz w Turgielach. Z Turgiel udałem się do następnej miejscowości, którą były Taboryszki (Tabariskes). Jechałem jednak z pewnym dreszczykiem emocji. Otóż pomiędzy Turgielami a Taboryszkami w okresie międzywojennym był dwór gen. Lucjana Żeligowskiego, m.in. dowódcy I Dywizji Litewsko-Białoruskiej wkraczającej w 1920 r. do Wilna oraz twórcy tzw. Litwy Środkowej-jednocześnie przyjaciela rodziny mojego dziadka. Ich wzajemne kontakty datowały się od czasów formowania I Korpusu Polskiego w Rosji podczas I wojny oraz w okresie międzywojennym. Pamiętam z czasów dzieciństwa panujący w mojej rodzinie bezwzględny kult Marszałka, któremu towarzyszyła admiracja działań generała Żeligowskiego. Dwór generała został rozebrany przez Litwinów, co dla wielu z nich było wielką satysfakcją. Pierwotnie Taboryszki należały do rodziny tatarskiej. Tutaj urodził się Maciej Tabor, biskup wileński (1490-1507). W 1507 r. Maciej Tabor ufundował w Taboryszkach kościół.  Foto: Swojski krajobraz pod Taboryszkami. Począwszy od XVI w. majętności taboryskie były kolejno w rękach rodziny Kownackich, Dorohostajskich, a od 1678 r. do II wojny światowej w rekach rodziny Ważyńskich. Pierwszym właścicielem dóbr z rodziny Ważyńskich był Hieronim Skarbek-Ważyński. W 1770 r. pisarz WKL Michał Skarbek-Ważyński sprowadził do Taboryszek karmelitów trzewiczkowych. Ufundował dla nich klasztor oraz wzniósł kościół pod wezwaniem Św. Michała Archanioła, który istnieje do dzisiaj. Jest to piękna świątynia barokowa, dwunawowa z dwiema wieżyczkami. Wnętrze kościoła ma bardzo urozmaicony wystrój barokowy wraz z nagrobkami członków rodziny Ważyńskich. Jedna z tablic nagrobkowych poświęcona jest Barbarze Ważyńskiej. Część napisu z nagrobka brzmi: „Barbara z Łopacińskich 1-mo voto żona Ignacego Skarbka Ważyńskiego 2-o Grzegorza Toczyłowskiego. Chorążego. Nabożna, mądra obu mężom miła i dobra żona”. Foto: Tablica Barbary Łopacińskiej, wiernej żony dwojga mężów, w kościele w Taboryszkach. W 1815 r. został zbudowany przez Ważyńskich okazały dwór, który został zniszczony w czasach sowieckich. Do dzisiaj zachowała się tylko drewniana oficyna i spichlerz z pierwszej połowy XIX w. Przylegający park mocno zniszczony i zaniedbany. Warto zwiedzić znajdujący się niedaleko kościoła polskojęzyczny cmentarz. Znajduje się tam m.in. grób Anny Kreszpul, znanej szeroko na Wileńszczyźnie i poza Litwą malarki. Specjalizowała się ona w malowaniu różnorakich ujęć Matki Boskiej Ostrobramskiej. Taboryszki zawsze stanowiły wsparcie dla działań niepodległościowych, zarówno podczas powstań w XIX w., jak i podczas operacji Armii Krajowej podczas II wojny światowej. Dzisiaj jest dość biedną miejscowością zamieszkałą głównie przez Polaków i Białorusinów. Funkcjonuje w niej polska szkoła podstawowa. W Taboryszkach daje się zauważyć, trochę senny, charakterystyczny polski klimat kresowy. Objazd zakończyłem w stolicy rejonu, Solecznikach (Salcininkai). Jest to jeden z najliczniej zaludnionych przez Polaków rejonów na Litwie. Obok nich mieszkają Litwini, Białorusini, Rosjanie i Cyganie. W mieście jest polska szkoła średnia, zauważa się aktywną polską działalność kulturalną, działa m.in. zespół ludowy „Sołczanie”. Miałem jednak mieszane uczucia w „odbiorze” tej miejscowości. Prawa miejskie uzyskały Soleczniki dopiero w 1956 r., ale widać pewien dynamizm miasteczka. Zbudowano hutę szkła oraz kilka zakładów przetwórstwa rolno-spożywczego. Przelotowa część miasteczka jest bardzo zadbana. Natomiast w pozostałej części widać jeszcze wiele zaniedbań pochodzących z poprzedniego systemu. Kilka okazałych gmachów państwowo-samorządowych w stylu socrealizmu, którym towarzyszą znane nam betonowe bloki mieszkalne, wyróżnia się in minus i kłóci się z klasyczną i przyjazną mieszkańcom parterową zabudową pozostałej części miasteczka. W zasadzie nie ma tutaj wiele miejsc do zwiedzania. Nawet nigdzie nie mogłem znaleźć typowych potraw kresowych: kołdunów i cepelinów. Pierwsze wzmianki o miejscowości występują w 1311 r. w kronice krzyżackiej. W XV w. znany był dwór solecznicki, a pierwszy kościół p.w. Św. Piotra i Pawła zbudowano ok. 1410 r. W 1523 r. Jan i Anna Hlebowiczowie zapisali znaczny areał ziemski dla lokalnej parafii i wsparli powstanie szkoły. Kolejnymi właścicielami Solecznik byli kolejno Chodkiewiczowie, Borysowiczowie oraz Wagnerowie, którzy byli właścicielami do II wojny światowej. Olgierd Wagner w latach 1876-1880 zbudował okazały pałac w stylu neoklasycystycznym. Cenne  pałacowe zbiory Wagnerów zostały rozgrabione podczas II wojny. Obecnie w pałacu mieści się szkoła muzyczna. Park pałacowy został prawie całkowicie wycięty. Na lokalnym cmentarzu znajdują się m.in. resztki kaplicy rodziny Wagnerów. W listopadzie 1821 roku Adam Mickiewicz gościł u rodziny Puttkamerów. To wówczas-według lokalnego przekazu-na starym przykościelnym cmentarzu w towarzystwie Maryli oglądał obrzęd białoruskich dziadów.
     Kończąc swą krótką eskapadę kresową, stwierdzam że warto było poświęcić czas na zwiedzanie trochę „zapadłego” rejonu Wileńszczyzny. Wszędzie odkrywamy tam ślady polskości, wzbogacające nie tylko dziedzictwo kulturowe Polski i dzisiejszej Litwy, ale również wspólnej Europy. Jerzy Żenkiewicz/

Noc Świętojańska w Lubostroniu
Jak widać jedni udawali się w wysokie dworskie progi, inni, wiedzeni sentymentem na Kresy, a ja…. Na nasze staropolskie Sobótki. Już czwarty raz z rzędu są one organizowane przez zarządców wspaniałego pałacu Skórzewskich w Lubostroniu. Impreza ma zawsze przebieg zgodny ze staropolskimi zasadami opisanymi już w Pieśni świętojańskiej o Sobótce przez Jana Kochanowskiego.Przynajmniej kiedyś każdy wiedział, że:
Gdy słońce Raka zagrzewa,
A słowik więcej nie śpiewa,
Sobótkę, jako czas niesie,
Zapalono w Czarnym Lesie
A czy kusiły mnie tam jechać hoże dziewki rzucające swe wianki w nurt Noteci, czy harce korowodu wokół ogniska, czy…? Niestety , już nie ten wiek. Po prostu muszę w tę noc towarzyszyć mojej żonie Elżbiecie Kromplewskiej, która zgrywa tam rolę Baby Jagi. Kto nie wierzy proszę spojrzeć powyżej i poniżej  na zdjęcia, z jakim zapałem wiedzie korowód. Hejże ha! W końcu ja (Romuald Kromplewski) w charakterze prywatnego reportera. Kto zrobił tę fotkę nawet nie wiem. Odnalazłem ją w Internecie, gdzie można wejść na hasło „Lubostroń noc świętojańska”  i obejrzeć więcej szczegółów.