niedziela, 2 stycznia 2011

Związek Szlachty Polskiej w Bydgoszczy 5 2008

KRONIKA



135.Lecie Urodzin Gen. Józefa Hallera
13 sierpnia 1873 roku w majątku w Jurczycach w Małopolsce urodził się gen. Józef Haller. Toteż w 2008 roku obchodzimy 135.Lecie Urodzin Generała Józefa Hallera. 21 sierpnia 2008 r. w Urzędzie Marszałkowskim w Toruniu odbyło się spotkanie Macieja Eckardta - Wicemarszałka Województwa Kujawsko Pomorskiego z Andrzejem Boguckim – Prezesem Honorowym Związku Towarzystw Gimnastycznych „Sokół” w Polsce. Na spotkaniu omówiono postać najbardziej lubianego na Pomorzu i Wielkopolsce oraz Śląsku gen. Józefa Hallera, który miał swój majątek w Gorzuchowie na Pomorzu. Wicemarszałek Maciej Eckardt został z okazji 135.Lecia Urodzin Gen Józefa Hallera wyróżniony przez sokołów okolicznościowym Listem Gratulacyjnym.  Z inicjatywy środowisk patriotycznych BTHG, Związku Szlachty Polskiej, Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” II Bydgoszcz – Fordon, oraz Towarzystwa Pamięci Generała Józefa Hallera i Hallerczyków w dniu 3 września 2008 roku zorganizowano w Miejskim Ośrodku Kultury w Bydgoszczy uroczystości „Hallerowskie”. Na spotkaniu został wygłoszony wykład dr. Andrzeja Boguckiego pt. ”Genealogia Błękitnego Generała.135 rocznica urodzin gen. Józefa Hallera”. Organizatorem obchodów był Paweł Bogdan Gąsiorowski. Natomiast 8 września w siedzibie Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” II Bydgoszcz – Fordon im. gen. Józefa Hallera przy ul. Gawędy 5 została zorganizowana dla młodzieży sokolej wystawa książek Czesława Skonki, publikacji, fotografii i wydawnictw m.in. pisma „Weteran” wydawanego w USA-NY. Omówiono też główne publikacje bibliograficzne dotyczące gen. Józefa Hallera. Organizatorem był Andrzej Bogucki i Roman Krężel.(B.B.).

Pamięć o żołnierzach bitwy nad Bzurą
Miejski Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Bydgoszczy, na czele z Wojciechem Sobolewskim, zorganizował wyjazd w dniu 1 września 2008 r. na Uroczystości do Sochaczewa, gdzie zorganizowano Uroczystości w Boryszewie, miejscu kaźni 50 żołnierzy Bydgoskiego Batalionu Obrony Narodowej, bestialsko zamordowanych przez Niemców we wrześniu 1939 r., odbyła się polowa Msza Św. Obecne były władze Sochaczewa, w tym z-ca burmistrza Jerzy Żelichowski, kombatanci, młodzież szkolna i mieszkańcy. Na uroczystościach mieli możliwość przemawiać przedstawiciele bydgoskich środowisk patriotycznych, którzy przypomnieli o oprawcach mordów Niemcach jak również przypomniano napaść Niemców 1.09.1939 r. i ZSRR w dniu 17.09.1939 r. na Polskę. Następnie na cmentarzu w Kozłowie Biskupim złożono kwiaty i zapalono znicze. Warto nadmienić, że na cmentarzu w Kozłowie Biskupim społeczeństwo polskie dba o zbiorową mogiłę Bydgoszczan. Grób tonie w kwiatach bez względu na porę roku. Po uroczystościach w Muzeum Bitwy nad Bzurą odbyło się spotkanie delegacji z dyrektorem panem Wojewodą. W uroczystościach brali udział przedstawiciele środowisk patriotycznych z Bydgoszczy : Bractwa Inflanckiego, Związku Szlachty Polskiej, Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” II Bydgoszcz – Fordon im. Gen. Józefa Hallera, Towarzystwa Pamięci Generała Hallera i Hallerczyków, Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręg Nowogródzko Wileński, Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo Wschodnich, PTTK – Koło Przewodników w Bydgoszczy i Redakcji Gazety Pomorskiej.(B.B.).

Zebranie szlachty w Gdańsku
Dnia 20 września 2008 r w Gdańsku w siedzibie Zarządu Głównego przy ul Grodzkiej 12 odbyło się zebranie tych członków Związku, którzy nie należą do żadnego oddziału terenowego. Jest takich członków , według spisu Prezesa Związku, ponad 140. Stan taki jest dlatego, że na wielu połaciach kraju, z powodu małej ilości członków, nie można dotychczas było założyć oddziału miejscowego, zaś do tych oddziałów, które istnieją, jest zbyt daleko. Szczególnie dotyczy to Członków mieszkających poza granicami Polski.Zebranie miało na celu wybranie delegatów na Walne Zebranie Delegatów Związku Szlachty Polskiej w dniu 18.10.2008 r. w Warszawie.Obecny był cały Zarząd Główny (prócz Pani Skarbniczki), na czele z Panem Prezesem Marcinem Michałem Wiszowatym h. Roch, który przewodniczył zebraniu. Obecny jeszcze był członek Komisji Rewizyjnej Związku Szlachty Polskiej Pan Edmund Dobrowolski h. Święczyc, oraz dwie inne, nieznane mi osoby chyba miejscowe. Zebranie przebiegło w tym stanie szybko i sprawnie. Członek Zarządu Pan Waldemar Malinowski h. Pobóg zgłosił na delegata kandydaturę Pana Rychlickiego ze Szczecina. Następnie omówiono ważniejsze proponowane z różnych stron propozycje zmian do Statutu Związku. Na pierwszy plan wysunęła się sprawa ewentualnego przyjmowania do Związku tych żon szlachciców, którzy są członkami Związku, ale które nie mają pochodzenia szlacheckiego. To znaczy, których ojcowie nie są szlachcicami. Problem ten był już szeroko omawiany na Walnym Zebraniu Związku w Warszawie przed kilkoma latami, ale wówczas nie potrafiono jednoznacznie udokumentować jakie faktycznie obowiązywało  prawo w tym zakresie w okresie Pierwszej Rzeczypospolitej. Teraz, według informacji ZG wiele zostało wyjaśnione tak co do prawa jak i zwyczajów. Na zakończenie dyskusji delegat skłonił się do mojego wniosku, by w głosowaniu ostatecznie kierował się opinią rzeczoznawców. Drugi istotny wniosek o zmianę Statutu (wniesiony do powołanej przez ZG Komisji Statutowej przez Przedstawiciela Związku w Bydgoszczy Pana Andrzeja Boguckiego h. Awdaniec) dotyczył tego, by każdy członek, który przystępując do Związku nie zadeklaruje chęci przynależności do jakiegoś Oddziału, był „z urzędu” przydzielony do najbliższego z nich. Oczywiście dany członek zawsze mógłby zmienić przynależność do bardziej mu odpowiadającej jednostki terenowej. Prezes ZG oraz część członków Zarządu byli przeciwni takiej regulacji statutowej. Uzasadniali, że chwilowo za mało jest oddziałów, znaczna część Polski nie posiada jednostek terenowych, a to z racji małej ilości zrzeszonej szlachty na pewnych obszarach kraju. Tacy daleko mieszkający członkowie nie będą przyjeżdżać ani nie będą brać udziału w imprezach organizowanych przez oddziały. W oddziale, nawet gdy nie zawsze będzie mógł przyjechać na zebranie, przynajmniej ma częściej chociaż łączność e-mailową, telefoniczną lub listową; może otrzymać pewne materiały informacyjne lub sam je opracować i czuć się bardziej związany ze Związkiem. Ostatecznie sprawa będzie rozstrzygnięta na Walnym Zebraniu.Na koniec przypomniałem ,że najważniejszą sprawą na Walnym Zebraniu Delegatów będzie jednak wybranie nowego Zarządu Głównego Związku. Powiedziałem przy tym, że moim zdaniem najlepiej by było, by został wybrany na nowo Zarząd w obecnym składzie, a to z racji jego doświadczenia w pracy na rzecz organizacji, znanego zapału i zaangażowania oraz chociażby dlatego, że w Gdańsku jest dobra baza materialna (budynek, biblioteka, archiwum…). Jeśli by jednak obecni członkowie nie chcieli podjąć się dalszej pracy w tym charakterze, to przynajmniej by nie wybierać Zarządu, którego skład byłby z różnych odległych miast. Nadmienię, że na zebraniu gościnnie częstowano nas kawą, herbatą i ciastkami, a po zakończeniu wspólny obiad w jednej z restauracji na Gdańskiej Starówce. 
Delegat ZSzP z Bydgoszczy Romuald Kromplewski h.Korab.

Nowe Sanktuarium Fordońskie
W dniu 7 października 2008 r. parafia Matki Boskiej Królowej Męczenników w Bydgoszczy Fordonie bardzo uroczyście obchodziła Jubileusz swego XXV-lecia. Celebrze przewodniczył Jego Eminencja Ksiądz Kardynał Józef Glemp Prymas Polski wraz Biskupem Janem Tyrawą – ordynariuszem Diecezji Bydgoskiej przy asyście prałatów i miejscowego proboszcza ks.Jana Andrzejczaka, w czasie której uroczyście erygowano Sanktuarium Diecezji Bydgoskiej. Po Mszy Świętej nastąpiło procesyjne przejście do Doliny Śmierci, położonej nieopodal między wzgórzami zbocza pradoliny Wisły, gdzie nastąpiło poświęcenie i wmurowanie kamienia węgielnego Kalwarii Bydgoskiej Golgoty XX wieku, w miejscu, w  którym w okresie II. Wojny Światowej niemieccy naziści zgromadzili i następnie zamordowali 1200 mieszkańców naszego miasta, przeważnie kwiat inteligencji polskiej. Dzięki temu, ze Reprezentant Związku Andrzej Bogucki aktywnie uczestniczy w pracach parafialnego Komitetu Budowy Sanktuarium i Golgoty, niektórzy członkowie Związku Szlachty Polskiej z Bydgoszczy, także członkowie Bractwa Inflanckiego, TG”Sokół”II Bydgoszcz – Fordon im. gen. Józefa Hallera, mogli jako zaproszeni goście wziąć udział we wszystkich uroczystościach, nie wyłączając uroczystej kolacji w Restauracji Uniwersytetu Technologiczno – Przyrodniczego. A warto zaznaczyć, że wśród zaproszonych bardzo licznych byli obecni m.in. Prymas Kardynał Józef Glemp, Wojewoda Kujawsko – Pomorski, Marszałek Województwa, Prezydent Miasta, Posłowie RP, tudzież podobnie dostojni goście. W zabiorach mamy piękne zdjęcia, m.in. Reprezentant Regionalny Związku Andrzej Bogucki siedzi przy stole biesiadnym z Prymasem Kard. Józefem Glempem, biskupem bydgoskim Janem Tyrawą. Poniżej Prymas stoi  pomiędzy Andrzejem Boguckim i jego córką Anną.
Notatkę sporządził naoczny świadek.(R. K.).   

Tyle serc dla Litwy bije
Pan Jerzy Żenkiewicz h. Półkozic, należący do Związku Szlachty Polskiej, i z racji tej,  że jest mieszkańcem Torunia, miejmy nadzieję zechce w przyszłości zadeklarować chęć przynależności do naszego wspólnego Oddziału, udzielił bardzo interesującego wywiadu do pisma „Głos Uczelni” wydanego przez  Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika  pod nr 13/2008.  Poniżej publikujemy przedruk fragmentu tego wywiadu wraz z krótkim wstępem o Autorze. Tytuł wywiadu nawiązuje do wiersza Juliusa Słowackiego  „Pieśń legionu litewskiego”. Jerzy Żenkiewicz. Urodził się w 1950 r. w Toruniu, inżynier elektronik i informatyk. Absolwent Politechniki Gdańskiej oraz Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego w Warszawie, od 1977 r. związany zawodowo z UMK. Miłośnik historii społeczności polskiej na Litwie. Poprzez swych rodziców, należących przed II wojną światową do ziemiaństwa polskiego na Litwie Kowieńskiej, oraz ich przodków, których korzenie sięgały unii horodelskiej, jest emocjonalnie związany z przeszłością własnej rodziny i sfery polskiego ziemiaństwa znad Niemna i Wilii. Opublikował m.in.: "Opis niektórych majątków na Litwie Kowieńskiej" (Toruń 1998), "Ziemiaństwo polskie w Republice Litewskiej w okresie międzywojennym" (Toruń 1998), "Litwa na przestrzeni wieków i jej powiązania z Polską" (Toruń 2001). Prace te są rezultatem zainteresowania autora dziejami ziemian polskich na Litwie, którzy w wyniku wydarzeń historycznych zniknęli prawie całkowicie z ziem nadniemeńskich litewskiej Auksztoty i Żmudzi. 
Tyle serc dla Litwy bije
Z mgr. inż. JERZYM ŻENKIEWICZEM, zastępcą dyrektora Uczelnianego Centrum Informatycznego UMK oraz autorem niedawno wydanej książki "Dwór polski i jego otoczenie. Kresy Północno-Wschodnie", rozmawia Wojciech Streich - To już Pańska czwarta książka związana z dawną Litwą, a przede wszystkim z historią polskiego ziemiaństwa na kresach pólnocno-wschodnich. Skąd ta niezwykła pasja u inżyniera elektronika i informatyka? - Zawsze lubiłem historię, a zamiłowanie do wolności i niepodległej ojczyzny zaszczepili we mnie w młodości rodzice i dziadkowie. Poprzednie pokolenia mojej rodziny walczyły o utrzymanie polskości, przetrwały represje carskie, okres powstania listopadowego i styczniowego, koszmar rewolucji bolszewickiej i obie wojny światowe. Represjonowani społecznie, politycznie i ekonomicznie - wytrwali, jak wiele innych polskich rodzin. Przodkowie moi po unii horodelskiej zamieszkiwali na terenach dzisiejszej Litwy - stąd moje zainteresowania historyczne, które pozwalają zresztą spojrzeć szerzej na procesy przemian zachodzące we współczesnym świecie, łącznie z dynamicznym rozwojem Internetu i towarzyszącym temu przemianom cywilizacyjnym. - W jaki sposób zbierał Pan materiały do swojej ostatniej książki? - Materiały do mojej ostatniej książki ("Dwór polski i jego otoczenie. Kresy Północno-Wschodnie", Toruń 2008, wyd. Adam Marszałek - przyp. red.) zbierałem przez ostatnich kilka lat głównie drogą kwerend, wykorzystując na to urlopy. Odwiedziłem kilkadziesiąt miejscowości i dawnych dworów polskich na terenie dzisiejszej Litwy. Szczególnie intrygujące było odkrywanie polskich korzeni na terenie historycznej Laudy i Żmudzi. Spotykałem się tam z życzliwością i pomocą wielu Polaków, m.in. dr. Olgierda Niewiarowicza z Poniewieża, który był często nieocenionym przewodnikiem po Żmudzi i Laudzie oraz skarbnicą wiedzy o Polakach z okresu międzywojennego. Korzystałem też z pomocy i wiedzy naszych rodaków kresowian rozrzuconych po całym świecie, zamieszkujących wcześniej kresy północno-wschodnie, m.in.: prof. Z. Butrym z Londynu, T. Janczewskiego z Edynburga, O. Rakowskiego z Detroit, A. Romera z Brukseli, jak również osiadłych po II wojnie w Polsce, m.in. prof. M. Jackiewicza, K. Łapina, R. Mackiewicza, prof. H. Manteuffla, prof. T. Nagurskiego, dr. L. Staniewicza. Część danych zebrałem z archiwów i urzędów miejskich w Kiejdanach, Poniewieżu, Rosieniach, Szawlach i Wiłkomierzu. Bardzo przydatne były również materiały rodzinne, głównie zgromadzone przez mojego dziadka Z. Staniewicza, działacza polonijnego na Litwie Kowieńskiej. Także życzliwe wsparcie w zakresie realizowanych badań uzyskałem ze strony historyków z UMK: prof. S. Kalembki i prof. Z. Karpusa. - Czym charakteryzowały się dwory polskie i jaką rolę odgrywały w dawnych czasach? - Jedną z charakterystycznych cech polskiego krajobrazu, polskiej kultury i historii były dwory. We wczesnym średniowieczu budowano je jako obronne gniazda rycerskie. Później, od połowy XVII w., stanowiły siedziby właścicieli ziemskich i miały charakter rezydencjonalny. W XVIII i XIX w. dwory przeżywały okres rozkwitu, były miejscem zamieszkania zarówno szlachty średnio zamożnej, jak i zaściankowej z szeroko rozwiniętym etosem kultury sarmackiej. A przecież szlachta stanowiła w tym okresie ok. 10 procent społeczeństwa polskiego. Dwór przez kilka wieków był ośrodkiem gospodarowania na roli, ośrodkiem szlacheckiej kultury i obyczaju, kultywowania tradycji rodowych i walki o polskość. W okresie niewoli był symbolem tożsamości narodowej, ostoją polskiej kultury i poczucia bezpieczeństwa. W znaczący sposób oddziaływał na otoczenie, rozwój folwarku i przyległych do niego wsi. Szczególnie w okresie późniejszym dwory były rodzimą kolebką wielu wybitnych Polaków, m.in.: A. Mickiewicza, W. Pola, S. Moniuszki, F. Chopina, K. Szymanowskiego, H. Sienkiewicza, E. Orzeszkowej, C. Norwida, I. Paderewskiego, J. Piłsudskiego, J. Wybickiego. - W swojej pracy wspomina Pan, że dwory były bardzo sprawnymi wiejskimi organizmami. Na czym polegała ich organizacja? - Dwór z majątkiem stanowił bazę materialną i bytową dla znacznej grupy osób z nimi związanych. Życie toczyło się według ściśle określonych reguł i hierarchii. Każdy znał w nim swoje miejsce i określone obowiązki (pan domu, pani domu, ekonom, leśniczy, nauczyciel, ochmistrzyni, kucharka, kamerdyner, garderobiana, woźnica, ogrodnik, stróż itp.). Pan domu pełnił swego rodzaju funkcję publiczną, reprezentując dwór na zewnątrz oraz rozstrzygając bieżące problemy mieszkańców wsi. Dwory były miejscem wprowadzania postępu technicznego: nowych metod uprawy i wyposażania majątków w nowoczesne maszyny oraz środki wspierające produkcję rolną, zwierzęcą i leśną. Przewodnią rolę odegrały w budowaniu cukrowni, gorzelni, browarów, młynów, cegielni, tartaków itp. Postęp na wsi wiązał się ze zdobywaniem odpowiedniej wiedzy. Oprócz kierowania młodzieży na studia, wykształciły się formy praktyk rolniczych, organizacji wystaw. Towarzyszyło temu powstawanie różnorakich wspierających organizacji, takich jak kółka rolnicze, banki, towarzystwa rolnicze itp. Tworzono również fundacje i donacje ziemian na cele naukowe, kulturalne i dobroczynne. - Gdy padają takie nazwy, jak: Adamajcie i Gudele, jakie ma Pan pierwsze myśli lub skojarzenia? - Smutek i żal, że oba rodzinne zespoły dworskie podzieliły tragiczny los wielu tysięcy dworów polskich - z ponad 30 tysięcy znajdujących się w granicach II Rzeczpospolitej pozostało obecnie kilka tysięcy, większość w opłakanym stanie. Podobnie jest na Litwie, gdzie prawie wszystkie polskie dwory zniknęły z ziem nadniemeńskiej Auksztoty i Żmudzi. Narzucony nam przez Związek Radziecki po II wojnie system doprowadził do bezmyślnego niszczenia przedwojennej własności ziemiańskiej. Mimo wielkiej skali przesiedleń ludnościowych substancja ta mogła z pożytkiem służyć nowym właścicielom, i z tym łatwiej byłoby się pogodzić.

Pałace i dwory w Kujawsko – Pomorskiem
G O Ś C I E R A D Z
W tej miejscowości położonej o 10 km od Bydgoszczy na trasie do Tucholi, we wsi Gościeradz, wystarczy skręcić z głównej szosy w prawo, by po kilkuset metrach dotrzeć do pięknego dworu, pobudowanego w latach 1931 – 34. Obecnie jest to własność prywatna nieznanych mi ludzi, niezbyt chętnych udostępnianiu dworu chcącym go zwiedzić. A jest to miejsce z historią, bo poprzednio otrzymał je w darze w roku 1922 od Wielkopolski nasz sławny malarz, grafik i rysownik, uczeń Jana Matejki, Leon Wyczółkowski. Mieszkał tu do śmierci do roku 1936, a pochowany jest wraz z żoną w pobliskim Wtelnie. Jego imieniem nazwano w Bydgoszczy Muzeum Okręgowe. Tu można obejrzeć jego obrazy : dęby z Jasińca, cisy z Wierzchlasu… Opis zabytku w Katalogu zabytków województwa bydgoskiego autorstwa Krystyny Paruskiej i Ewy  Raczyńskiej – Mąkowskiej informuje: „…zbudowany dla Franciszki i Leona Wyczółkowskich…. Murowany, tynkowany, z mieszkalnym poddaszem, podpiwniczony. Od frontu na osi ganek kolumnowy wspierający balkon, nad nim facjata. Dach mansardowy”. (R.K.).

Nasze rodowody
Wydaje się, że dobrze jest, jeżeli członkowie Związku Szlachty Polskiej należący do jednego oddziału wiedzą coś niecoś o rodach kolegów: z jakich stron pochodzą, jakie były koleje ich losów, a może też i coś niecoś o nich samych. Ostatecznie grono członków w oddziale jak na razie nie jest na tyle liczne, by się prawie nie znać i niemal nie wiedzieć nic jedni o drugich. Mając to na uwadze, już w tym numerze „Kroniki” przedstawiamy dwa rody szlacheckie pochodzące w zaraniu z Mazowsza, a jednak o jakże odmiennej historii. Piszemy tu o rodach  Pana Aleksandra Piotrowskiego h. Korwin z Krasnodaru w Rosji i Romualda Kromplewskiego h. Korab.Tu warto zaznaczyć, że tego typu informacje mogą być  wyłącznie opracowane i prezentowane przez członków Związku z danych rodów, co zapobiegnie ewentualnym nieporozumieniom lub omyłkom. Liczymy, że podobne informacje przyślą Panowie o swoich rodach (pań na razie w oddziale nie ma!), i ewentualnie wypowiedzą się także o sobie oraz wyrażą zgodę na przedstawienie swych opracowań na łamach naszej Kroniki.

Z DZIEJÓW RODU
KORWINÓW PIOTROWSKICH
HERBU KORWIN
Ród Korwinów Piotrowskich herbu Korwin według legendy rodzinnej wywodzi się z Mazowsza, skąd praszczur nasz szlachcic Tomasz Korwin Piotrowski [0.1] w połowie siedemnastego wieku przeniósł się do Wielkiego Księstwa Litewskiego i osiadł z powiecie Brasławskim, gdzie był właścicielem połowy majątku ziemskiego Hudy oraz piastował urząd rotmistrza województwa Mińskiego. Starszy syn Tomasza [0.1] – Józef Korwin Piotrowski [1.1] był pisarzem kancelarii wojskowej Sapiehów, wojskim województwa Czernihowskiego (od sprzed roku 1700 do roku 1738), zaś w latach 1706 – 1712 oraz od 1738 roku – wojskim województwa Wileńskiego, a także w sądzie grodzkim Wileńskim przez wiele lat pełnił urzędy pisarza, w latach 1714 – 1719 – sędziego, zaś w latach 1727 – 1729 – podwojewodziego (namiestnika) Wileńskiego. Ożenił się Józef Korwin Piotrowski (1.1) z Benedyktą Tymińską [1.1A], podczaszanką wieluńską, córką Jana Karola Tymińskiego [0.2] – właścicielką drugiej połowy Hudów. Później, w roku 1713 małżonkowie Józef [1.1] i Benedykta [1.1A] Korwinowie Piotrowscy nabyli w powiecie Oszmiańskim za piętnaście tysięcy talarów bitych majątek Norzyca, który tuż został przemianowany przez nich na Piotrowo. Majątek Piotrowo oraz szumny tytuł wojskiego nieistniejącego już od dawna województwa Czernihowskiego w roku 1738 dostał starszy syn Józefa [1.1] – Jan Karol Korwin Piotrowski [2.2], który w latach 1745 – 1763 sprawował szereg urzędów w również nieistniejącym województwie Smoleńskim, a od którego pochodzą dwie gałęzie wileńskiego rodu, tak samo zweryfikowane później w godności szlacheckiej Cesarstwa Rosyjskiego. Mój zaś przodek Franciszek Korwin Piotrowski [2.1] razem z bratem Maciejem [2.3] odziedziczył w roku 1738 majątek Hudy. W roku 1764 Maciej Korwin Piotrowski [2.3] zrzekł się należącej do niego połowy Hudów na rzecz brata swojego Franciszka [2.1] i jego synów: Michała [3.2], Józefa [3.3], Antoniego [3.1] i Teodora [3.4], którzy sprzedali owe dobra w roku 1787. Od tego czasu moi przodkowie prowadzili gospodarstwo najpierw na gruncie arendowanym w zaścianku Sejłowicze w powiecie Słuckim, a później w folwarku Podpryszcze, zaścianku Szylińce, oraz na własnym gruncie w folwarku (później wsi) Nowe Zaponie w powiecie Borysowskim. Po drugim rozbiorze Rzeczypospolitej w roku 1793 ziemie te zostały przyłączone do Cesarstwa Rosyjskiego, a ród nasz na stałe już pozostał w Rosji. Nieliczni potomkowie rodu dziś w niczym się nie różnią od innych obywateli Federacji Rosyjskiej, tym niemniej zachowali sentyment dla swego polskiego pochodzenia i polskiej mowy. Przodkowie moi są wymienieni w herbarzach polskich od „Korony Polskie” Kaspra Niesieckiego poczynając. Mińska Szlachecka Deputacja Wywodowa w roku 1817 uznała Korwinów Piotrowskich za rodowitą starożytną szlachtę polską i wpisała ród do Księgi Genealogicznej guberni Mińskiej. W roku 1856 według Ukazu nr 2006 Rządzącego Senatu z Departamentu Heroldii ród Piotrowskich został zweryfikowany w godności szlacheckiej Cesarstwa Rosyjskiego.Prapradziadek mój Adam [4.1] syn Antoniego [3.1] i Barbary [3.1A] Korwin Piotrowski urodził się w dniu 12 sierpnia roku 1786 w powiecie Oszmiańskim. Ochrzczony został w Kurzenieckim kościele parafialnym.
Prapradziadek mój Ludwik[5.1] i Anny z Wołków [4.1A] Piotrowski urodził się w dniu 13 sierpnia 1831 roku w zaścianku Szylińce w powiecie Borysowskim. Ochrzczony został w Kiemieszowskim kościele parafialnym. Dziadek mój Adam [6.1] syn Ludwika [5.1] i Agaty z Jacynów [5.1B] Piotrowski urodzony w dniu 15 maja roku 1872 w Nowym Zaponiu i ochrzczony w dniu 5 listopada 1972 roku w Kiemieszowskim kościele parafialnym, od roku 1882 mieszkał w Sanki Petersburgu, gdzie w dniu 12 lutego roku 1906 ożenił się z Marią [6.1] córką Mateusza [5.8] i Julii [5.8A] z domu Lipnickiej Dłużniewskich. Małżonkowie Adam [6.1] i Maria [6.1A] Piotrowscy spłodzili trzech synów: Józefa [7.2], urodzonego w dniu 3 grudnia  1906 roku, Leona [7.1], urodzonego w dniu 26 stycznia 1911 roku oraz Kazimierza [7.2], urodzonego w dniu 30 listopada 1912 roku. W roku 1919 cała rodzina przeniosła się z Piotrogrodu do wsi rodzinnej Nowe Zaponie w guberni Mińskiej. Podczas wojny polsko – bolszewickiej Adam Piotrowski [6.1] był wyznaczony na sołtysa, co mu później przypomniano. W dniu 24 sierpnia roku 1937 Adam Piotrowski [6.1] został aresztowany przez NKWD jako „wróg ludu”, oskarżony na podstawie artykułów 74 oraz 72-a Kodeksu Karnego Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, skazany na karę śmierci i w dniu 27 stycznia 1938 roku rozstrzelany w Połocku. Całkowicie uniewinniony został w roku 1966. Babcia moja Maria Piotrowska [6.1A] zmarła na zapalenie płuc w marcu roku 1944, czyli podczas okupacji niemieckiej. Ojciec mój Leon [7.1] syn Adama [6.1] i Marii [6.1A] Piotrowski urodził się w Sanki Petersburgu w roku 1911. W roku 1932 ukończył Mińskie Białoruskie Technikum Pedagogiczne, pracował jako nauczyciel, w latach 1933 – 1938 studiował na Uniwersytecie Państwowym w Leningradzie, a w latach 1938 – 1941 odbył studia aspiranckie owego Uniwersytetu. Po ukończeniu studiów Leon Piotrowski [7.1] pracował jako starszy wykładowca na Akademii Pedagogicznej w Błagowieszczeńsku (obwód Amurski). W dniu 12 listopada 1941 roku on ożenił się z Pauliną Fokiną [7.1A]. W roku 1942 Leon Piotrowski [7.1] został powołany do wojska, a  w roku 1944 po ukończeniu krótkoterminowego kursu był promowany na oficera Armii Czerwonej. Zdymisjonowany z wojska był w roku 1961 w stopniu majora. Zmarł z dniu 30 stycznia roku 1973 w Krasnodarze. Matka moja Paulina córka Andrzeja z Fokinów Piotrowska [7.1A] po ukończeniu Akademii Pedagogicznej w Błagowieszczeńsku pracowała jako nauczycielka w szkole średniej. Zmarła w Krasnodarze w dniu 29 marca roku 2000 w wieku lat 80. Ja, Aleksander [8.1] syn Leona [7.1] i Pauliny [7.1A] Piotrowski, urodziłem się w dniu 16 kwietnia roku 1945 bardzo daleko od stron rodzinnych moich przodków bo dosłownie na Dalekim Wschodzie – w obwodzie Amurskim, który od Chin oddzielony jest samą tylko szerokością rzeki Amur. Wczesne lata dziecinne (1946 – 1951) spędziłem w Polsce, gdzie odbywał służbę wojskową mój ojciec, który wówczas był redaktorem gazety „Wolność”, wydawanej po polsku początkowo przez I Front Białoruski, później zaś przez Północną Grupę Wojsk Radzieckich. W Polsce urodziły się moja siostry – Nadzieja [8.4] w dniu 16 grudnia roku1946 w Poznaniu  oraz Wiara [8.3] w dniu 3 marca roku 1949 w Legnicy. Ponownie Polskę udało mi się odwiedzić jedyny raz w charakterze turysty – wczasowicza na króciutki okres dwu tygodni dopiero w roku 1977. Od roku 1951 rodzina nasza mieszka w Krasnodarze. W roku 1961 rozpocząłem pracę zawodową w charakterze marynarza. Parę razy zawody zmieniałem, zanim  zostałem elektrykiem. Zawód ten, związany z montażem, rozruchem i eksploatacja przemysłowych urządzeń elektrycznych, wykonywałem przez kilkadziesiąt lat na różnych stanowiskach: montera, technika, inżyniera, głównego energetyka przedsiębiorstwa. Obecnie jestem na emeryturze. W dniu 13 maja roku 1978 ożeniłem się z Tatianą [8.1A] córką Mikołaja Bogomołowa i Barbary z Szylenków. Bóg dzieci nie dał.Siostry moje Nadzieja [8.4] i Wiara [8.3] Piotrowskie (nazwiska nie zmieniły) po studiach na Moskiewskiej Politechnice Lotniczej pracują jako inżynierowie. Siostrzeniec mój Andrzej [9.1] syn Wiesława [8.5] i Nadziei [8.4], , Piotrowski, urodzony w dniu 12 grudnia roku 1971 z wielkim zapałem rozgrzebywuje archiwa białoruskie i rosyjskie, poszukując śladów dokumentalnych po naszych przodkach. W roku 1999 ród nasz zweryfikowany został przez Heroldię Stowarzyszenia Szlachty Rosyjskiej i wpisany do Nowej Księgi Genealogicznej Szlachty Rosyjskiej. W roku 2006 zostałem przyjęty, jako pierwszy z Rosji, na członka Związku Szlachty Polskiej. W roku 2008 członkowstwo Związku Szlachty Polskiej dostała Nadzieja Piotrowska. Należę doKrasnodarskiej Regionalnej Organizacji Polskie Centrum Narodowo – Kulturalne „Jedność”.. Jestem redaktorem pisma polonijnego „Wiadomości Polskie”, wydawanego w Krasnodarze od roku 2002, oraz  w szkółce sobotnio – niedzielnej nauczam języka polskiego. 
Aleksander Piotrowski h. Korwin.

Z DZIEJÓW RODU
KROMPIEWSKICH – KROMPLEWSKICH
HERBU KORAB
W załączeniu przedstawiłem bardzo skrótowo moje drzewo genealogiczne, nie umieszczając w nim w ogóle żon ani linii bocznych rodu. Uzupełnię to w opisie. Jak także widać pisownia nazwiska bywała różna, pewnie z powodu skomplikowanej jego wymowy jak i z ułomności dawnych ludzi parających się sztuką pisania. Ale nawet obecnie, gdy się nie przeliteruje dokładnie nazwiska, efekt na ogół bywa mylny. Natomiast herb jest pewny i był niezmienny niezależnie gdzie która gałąź rodu mieszkała. Jak wynika z lakonicznych na ogół wzmianek w opracowaniach heraldycznych, ale także z innych dokumentów, ród zamieszkiwał od wieku XV w Wielkopolsce w miejscowości Krąplewo, na Pomorzu w miejscowości Krąplewice oraz w powiecie nakielskim w miejscowości Krąpiewo. Jedynie sporadycznie wzmiankowany przy tym jest powiat rypiński, Ziemia Czerska oraz województwo krakowskie. Od wieku XVII są na dobre także na Wileńszczyźnie. W latach od 1555 do 1672, wg archiwalnych dokumentów Krąpiewscy mieszkali także w Bydgoszczy. Być może okres ten mógł być nawet dłuższy, ale o tym już nic nie wiemy. Według jednego z historyków  badających tę sprawę, przybyli oni z Krąpiewa, wsi w pobliskim powiecie nakielskim. Zapytałem go, na jakiej podstawie tak sądzi, bo przecież mogli równie dobrze przybyć z Krąplewic. Przyznał mi rację, że sprawa rzeczywiście nie jest pewna. Niezależnie jednak skąd naprawdę przybyli, sprawa jest ciekawa, choćby z powodu urzędów, które sprawowali w Bydgoszczy. Mimo zamieszkania w mieście, za wyjątkiem jednego przypadku zachowali swe szlachectwo i herb Korab. Być może zachowali też choć w części swe dobra ziemskie, a na pewno pozostali tam inni członkowie rodu. Tutaj zajmowali się, przynajmniej jak sądzę po ich majętnościach, oprócz piastowaniem prestiżowych stanowisk, także handlem i produkcją przemysłową. Najbardziej znanym wśród Krąpiewskich był Bartłomiej. W latach 1599 i 1603 piastował on urząd burmistrza i pewnie dlatego był jedynym z rodu, który przyjął status mieszczanina. Być może był to warunek sprawowania najwyższej funkcji w samorządzie miasta. W latach 1400 – 1600 w Akademii Krakowskiej studiowało łącznie 50 bydgoszczan, pod koniec XVI wieku byli to szczególnie synowie patrycjatu z tego miasta. Jest na Uniwersytecie Jagiellońskim dokument, z którego wynika, że był wśród nich „ w 1600 r. Jan, syn Bartłomieja Krąpiewskiego”.  Po studiach być może wrócił on do Bydgoszczy, bo w roku 1633 Jan Krąpiewski wymieniany jest wśród rajców i dokonywał kilku poważnych transakcji sprzedaży. Z drugiej jednak strony nie jest wykluczone, że nabył tez jakąś posiadłość w Krakowskiem, bo Herbarz Zbigniewa Leszczyca na str. 175 podaje, że w roku 1600 Krąpiewski h. Korab został wpisany do szlachty województwa krakowskiego. Być może był nim właśnie Jan, nie godzący się na przyjęcie po ojcu statusu mieszczanina.Jeszcze wcześniej, bo w roku 1571, zapewne inny Jan K. był w Bydgoszczy landwójtem, zaś Stanisław K. w r. 1585 rajcą i w 1589 ławnikiem. Ten może zbyt długi wstęp uważałem za potrzebny, ponieważ dwukrotnie dokumenty rodzinne sugerują, że ród pochodzi od Jana [0.1] („ród Janowy”). Niestety, nie udało się stwierdzić czy chodziło tu o tego Jana, syna Bartłomieja z Bydgoszczy, który w roku 1600 studiował na Akademii Krakowskiej, co może sugerować także zapis w Herbarzu Zbigniewa Leszczyca, czy też chodziło o jakiegoś innego Jana, lub w ogóle był to tylko przyjęty nic nie znaczący przydomek.Dzieje rodu, w pewnym zakresie, można było jednak ustalić z dużą pewnością od XVII wieku dzięki wywodowi szlacheckiemu przed komisją Heroldii guberni Litewsko Wileńskiej z 1804 roku oraz na podstawie wielu innych dokumentów znajdujących się w Centralnym Litewskim Archiwum Historycznym w Wilnie, zaś od połowy XIX wieku także według posiadanych dokumentów rodzinnych i przekazów ustnych.Na Ziemię Wileńską z województwa Krakowskiego przyjechało dwóch braci: Krzysztof [1.1] i Erazm [1.2] Krompiewscy. O Erazmie [1.2] żadnych dalszych wiadomości nie ma. Natomiast Krzysztof Krompiewski [1.1] w styczniu roku 1636 kupił w Ziemi Wiłkomirskiej  „posesję” Romeykiszki. Zaraz potem kupił też tamże następną posesję Gawaniszki. Krzysztof spłodził trzech synów: Władysława [2.1], Jerzego [2.2] i Andrzeja [2.3], z których Władysław [2.1] trzecią część Romeykiszek odsprzedał Jerzemu [2.2]. Nadto w tym czasie podano, że Jerzy [2.2] miał też w tymże powiecie Wiłkomirskim folwark Jakucie, o czym zaświadcza dokument z roku 1724.O Władysławie [2.1] i Andrzeju [2.3] nic już więcej nie wiemy, bo zapewne ich potomkowie, o ile byli, nie dokonali w odpowiednim czasie wywodów przed Heroldią. Natomiast Jerzy[2.2] miał syna Franciszka [3.1], któremu w roku 1715 przypadł w testamencie folwark Romeykiszki.Franciszek [3.1] zaś „wydał światu synów czterech”, którym wymieniony majątek w spadku zostawił. Synowie ci to: Antoni Krompiewski [4.1](ur. 1738), Maciej Krompiewski [4.2], Ignacy Krompiewski [4.3] i Karol Krompiewski [4.4] (ur. 1722).O Macieju [4.2] podano tylko, że był w Wojsku Pruskim, zaś o Ignacym [4.3] dalszych wiadomości nie posiadam żadnych, natomiast są znane 4 pokolenia Karola [4.4], których jednak tu nie wyszczególniam. Wnuki Karola [.4.4] jeszcze w roku 1893 mieszkali we wspomnianych wyżej Gaiszkach.Wywodzącym się był Piotr [5.1] syn Antoniego. Rezultatem tego było uznanie przez Heroldię  „Rodowitość Szlachetną Imienia Urodzonych Krompiewskich”.. oraz podanie w konkluzji:  „za rodowitą i Starożytną Szlachtę Polską ogłaszamy onych.”Piotr Krompiewski [5.1] (dziadek mego pradziadka) miał 2 synów: Ignacy Benedykt Krompiewski [6.1] urodzony 19.1.1803 roku, którego znane są dalsze dwa pokolenia, co pomijam w opisie, i Józef Krompiewski [6.2] urodzony 5.11.1809 roku.Józef Krompiewski [6.2] miał pięciu synów, oto oni: 1). Józef Kromplewski [7.1] (od tego pokolenia nazwiska pisano różnie: Krompiewski lub Kromplewski – podaję tak jak później znana jest mi odręczna pisownia moich przodków, a nie pisarzy). Józef ów ożenił się z Aleksandrą Wojciechową z d. Fiedorowiczów – mieli oni 2 synów. Do końca XIX wieku mieszkali w Wierkach w gminie Łużki (powiat Dziśnieński). 2). Antoni Eliasz Kromplewski [7.2] (mój pradziadek) urodzony 19.5.1839 roku. 3).  Jan Piotr Kromplewski [7.3] urodzony.7.6.1941 r. 4). Piotr Kromplewski [7.4] uodzony. 1.8.1843 r. 5). Nikodem Kromplewski [7.5] urodzony 21.3.1849 r. O tych trzech ostatnich synach nic więcej nie wiem prócz tego, że mieszkali w Porzeczu w gminie Łużki na Wileńszczyźnie. Antoni Eliasz [7.2] (mój pradziadek) ożenił się z Anielą Pietkiewicz i mieli oni syna Antoniego Kromplewskiego [8.1], który się urodził dnia 23.5.1865 r. w folwarku Bohuszyszki (dolina rzeki Dzisny) i był ochrzczony w parafii Daugielskiej, niedaleko od Ignalina. Według opowiadań mojej babci, pradziadek przegrał majątek w karty, co spowodowało wiele kłopotów i zaważyło na dalszych kolejach losu rodziny. Mój dziadek Antoni Kromplewski [8.1] w roku 1888 ożenił się w Duksztach z Urszulą Szakalińską. Początkowo mieszkali w Zielonej Łące w parafii i gminie Sołoki (powiat Nowoaleksandrowsk, dawniej Jeziorowy, obecnie Zrasai na Litwie). Tam urodziła im się córka Helena, która wkrótce zmarła. Następna córka Weronika [9.1] w przyszłości wyszła za mąż za Jana Świątka. Mieli oni dwóch synów: Edward zginął w czasie wojny od bomby, zaś drugi Kazimierz w roku 1939 został wyświęcony na księdza, po wojnie 10 lat odbywał katorgę w sowieckich łagrach w Workujcie, na koniec został w Pińsku arcybiskupem, potem kardynałem i prymasem Białorusi (obecnie ma 94 lata). Ponieważ z powodu utraty majątku przez pradziadka rodzina dziadka nie była w stanie utrzymać się z pracy na roli, postanowił on wyjechać z rodziną do Estonii, do miasta Valga, gdzie podjął pracę na kolei. Mając pewne wykształcenie kierował grupą ludzi naprawiającą tory. Tam mieszkali 27 lat i tam urodziły się im następne dzieci: Stanisława [9.2], Kazimierz [9.3]– mój ojciec, ur. 22.7.1895 r. i Urszula [9.4]. Kazimierz [9.3] po skończeniu szkoły podstawowej w Valdze, ukończył pięcioletnią Kolejową Szkołę Techniczną w Tallinie. Był to już czas 1. Wojny Światowej i wkrótce wybuchła też rewolucja październikowa. Wydaje się, że nie było już ani pracy ani co jeść, więc cała rodzina dobrowolnie w 1917 roku wyjechała na Syberię do Tomska. Tam nadal głodowali, więc z ochotą po nastaniu odpowiednich możliwości postanowili powrócić do Polski, która właśnie odzyskała niepodległość. W drodze Ojczyzny dziadek zachorował, prawdopodobnie na tyfus, i zmarł w Sanki Petersburgu. Rodzina na Wileńszczyznę wróciła bez niego. Ojciec mój, Kazimierz Kromplewski [9.3] podjął prace na kolei sprawując szereg kierowniczych stanowisk w kolejowej służbie drogowej. W roku 1931 ożenił się z Łyntupach z Weroniką Kulewicz, córką Franciszka Kulewicza i Heleny z d. Bernatowicz. Mieli oni jedno dziecko, mnie, Romualda Franciszka Kromplewskiego [10.1]. Urodziłem się 10.10.1932 r. w Grodnie. Po przeżyciu 2. Wojnie Światowej w Baranowiczach, w 1945 r., z powodu przesunięcia granic Polski opuściliśmy strony rodzinne, udając się najpierw do Kętrzyna na Mazurach i potem do Bydgoszczy. Mój ojciec Kazimierz pracował całe życie na kolei, zajmując stanowiska kierownicze w służbie drogowej i odszedł na emeryturę jako naczelnik Oddziału Drogowego PKP w Kętrzynie (ponad 1000 pracowników). Potem mieszkał jeszcze w Bydgoszczy i w Białymstoku, gdzie moi rodzice zmarli w wielu ponad 90 lat. Ja po skończeniu Liceum Ogólnokształcącego w Kętrzynie studiowałem na Wydziale Budownictwa Lądowego na Politechnice Gdańskiej, potem zdobyłem jeszcze doktorat nauk technicznych na Politechnice w Poznaniu. Dodatkowo, w późniejszych latach życia, studiowałem afrykanistykę na Uniwersytecie Warszawskim i pedagogikę w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Bydgoszczy. Idąc w ślady dziadka i ojca pracowałem aż do emerytury na kolei, za wyjątkiem 4 lat, gdy w Afryce nadzorowałem budowę dróg. Dodatkowo sześć lat wykładałem geotechnikę na Akademii Techniczno Rolniczej w Bydgoszczy  oraz gdy byłem już emerytem sześć lat uczyłem w szkołach. Będąc zainteresowany turystyką jestem przewodnikiem i pilotem wycieczek. Od kilku lat należę do Związku Szlachty Polskiej. Jeszcze w Kętrzynie ożeniłem się Elżbietą Jaroszewską, z którą mamy dwoje dzieci: Tadeusza Kromplewskiego [11.1] i Ewę Marię [11.2]. Syn skończył studia rolnicze na Akademii Techniczno Rolniczej w Bydgoszczy i potem szereg lat był dyrektorem w browarach. Po ożenieniu się z Gabrielą Kujawą mają dwie córki. Obecnie mieszka i pracuje w jednej z firm prywatnych w Bydgoszczy. Jest członkiem Związku Szlachty Polskiej.
Romuald Kromplewski h. Korab.

Z życia ZSzP
Witamy Panią Nadzieję Piotrowską h. Korwin z Moskwy w Rosji, która jako nowoprzyjęta do Związku Szlachty Polskiej zadeklarowała chęć przynależności do powstającego Oddziału Związku w Bydgoszczy.