sobota, 1 stycznia 2011

Związek Szlachty Polskiej w Bydgoszczy 2 2008

KRONIKA



Kilkanaście dni
Tak się jakoś złożyło, że w ciągu zaledwie kilkunastu ostatnich dni bydgoscy Członkowie Związku Szlachty polskiej uczestniczyli w szeregu imprezach. Oto 2 lutego impreza pod nazwą Bliny Prawosławne. Następnego dnia umiera nagle nasz Brat Inflancki,  Sebastian Malinowski, człowiek w sile wieku (zaledwie 37 lat), niezwykle pracowity i zdolny historyk, założyciel dwóch muzeów w Bydgoszczy. Zatem po trzech dniach Msza żałobna za Jego duszę i pogrzeb, w którym uczestniczyło bodaj tysiąc osób. Ciągle nie możemy zapomnieć, że już Go nie ma wśród nas. 6 lutego mogliśmy wysłuchać odczytu Pana Andrzeja Boguckiego h. Awdaniec, pt. Zakon Krzyża i Miecza. Wprawdzie nie było to o zakonie kościelnym, ale samo słowo „zakon” i „ krzyż” kojarzą się jak najbardziej z naszą wiarą. Już dnia następnego, 7 lutego, spotkanie w Seminarium z ks. Stanisławem Oderem – postulatorem procesu beatyfikacyjnego papieża Jana Pawła II. W końcu w dniu 13 lutego otwarcie wystawy  „Kult Świętych w religijności ludowej” w Muzeum Okręgowym w spichrzach bydgoskich.  Wystawa objęta honorowym patronatem Jego Ekscelencji Ks. Biskupa Jana Tyrawy Ordynariusza Diecezji Bydgoskiej i Prezydenta Miasta Bydgoszczy Konstantego Dombrowicza. Prócz okolicznościowych przemówień Dyrektora Muzeum i Kustosza, głos zabrał również Ks. Biskup, nawiązując do tematyki wystawy i, jak zwykle jest to w Jego zwyczaju, nie pominął szeregu wątków filozoficznych. Na wystawie zaprezentowano eksponaty Muzeów miejscowych, a także wypożyczone z kilkunastu muzeów i kościołów z całego kraju. Otwarcie uświetnił występ Kwartetu Medytacyjnego – taką nazwę przyjęła grupa czterech kobiet pochodzących, co dziwne, z czterech różnych, odległych od siebie miast Polski. Śpiewały one ludowe pieśni religijne (na 4 głosy!) ze wschodniej Ukrainy, Włoch, Kaszub i Ziemi Lubelskiej. 
To wszystko co usiłowałem jakoś podsumować. Romuald K.

Dolina Dolnej Wisły
Z niewielkiej, jak na razie, grupy szlachty bydgoskiej, zrzeszonej w Związku, jak wiemy co najmniej czterech z nas bardzo związanych jest z turystyką i krajoznawstwem. Nic więc dziwnego, że kilku Członków ZSzP z Bydgoszczy wzięło udział w dniu 19 lutego 2008 r. w  interesującej imprezie  pod nazwą Znana i nieznana Dolina Dolnej Wisły. Zorganizowała ją w Kawiarni kulturalno – literackiej „Węgliszek” przy Starym Rynku w Bydgoszczy Krystyna Berndt, znana w naszym mieście działaczka kulturalna, która wstępnie wprowadziła w temat Doliny Wisły. Natomiast p. Robert Gonia – pracownik parku krajobrazowego oraz  reprezentant Towarzystwa Przyjaciół  Dolnej Wisły, z wykształcenia geograf, z zamiłowania podróżnik i fotografik, wygłosił prelekcję, bogato ilustrowaną mapami i pięknymi zdjęciami. Zespół gitarzystów Grupy muzycznej z Sadek umilił nam pobyt w kawiarni piosenkami i balladami.(R.K.).

Herbarz Szlachty Kaszubskiej
W dniu 28 lutego 2008 r. odbyło się w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Chojnicach spotkanie z autorem Herbarza Szlachty Kaszubskiej, Panem Przemysławem Pragertem. Organizatorami spotkania byli Pan Tomasz Marcin Cisewski h. własnego – Przedstawiciel Regionalny Związku Szlachty Polskiej w Chojnicach i nowopowstały Oddział ZSzP w Sopocie. Przybyli, oprócz miejscowych członków Związku, Członkowie Zarządu Głównego z Prezesem Marcinem Wiszowatym h. Roch na czele,  przedstawiciele różnych regionalnych organizacji kaszubskich w liczbie ponad 60 osób, a z Bydgoszczy też trzech Członków ZSzP: Przedstawiciel Regionalny Andrzej Bogucki h. Awdaniec, Michał Styp – Rekowski h. własnego i Romuald Kromplewski h. Korab.  Po słowie wstępnym Pana Cisowskiego, Autor Herbarza szczegółowo omówił proces powstawania dzieła i trudności z tym związane, poczym wywiązała się ożywiona dyskusja, w której głos zabierali także przybysze z Bydgoszczy. Na niektóre pytania odpowiedzi udzielał także obecny właściciel firmy edytorskiej „B i T” pan Tomasz Zmuda – Trzebiatowski. Po tej części spotkania głos zabrał Prezes ZG Związku Szlachty Polskiej z Gdańska, Pan Marcin Michał Wiszowaty, który nawiązując do Herbarza i znaczenia szlachty kaszubskiej w Polsce, przedstawił także cele i działalność Związku Szlachty Polskiej, pokazał przywiezione nowe publikacje Związku (Verbum Nobile) i zachęcił do wstępowania w szeregi Związku tych, którzy posiadają korzenie szlacheckie.Członkowie Zarządu Głównego przywieźli też legitymacje Związkowe dla nowych Członków z terenu Kaszub, których wręczenia dokonał Przedstawiciel Regionalny z Chojnic Pan Tomasz Cisewski.Spotkanie kończyło się poczęstunkiem (ciasta, kawa …) oraz rozmowami indywidualnymi i nawiązywaniem nowych znajomości i więzi.Zdjęcie z dnia 28 lutego 2008 r. w Bibliotece w Chojnicach na prelekcji autora Herbarza Szlachty Kaszubskiej. Na fotografii w pierwszym rzędzie od strony prawej stoją: Witold Forkiewicz h. Sas – Członek Zarządu Głównego Związku, Andrzej Bogucki h. Awdaniec – Przedstawiciel Regionalny Związku w Bydgoszczy i Michał Krzysztof Styp – Rekowski h. własnego (z Bydgoszczy) i inni. Za pierwszym rzędem od prawej stoją: Tomasz Żmuda – Trzebiatowski – właściciel firmy edytorskiej „B i T’, Marcin Michał Wiszowaty h. Roch – Prezes Związku, Waldemar Malinowski h. Pobóg – Członek Zarządu Związku,  Przemysław Pagert autor Herbarza Szlachty Kaszubskiej (trzyma podarowany mu obraz),  Marcin Witold Forkiewicz h Sas, – Sekretarz Związku,.  Romuald Franciszek Kromplewski h. Korab (z Bydgoszczy),  w jasnym garniturze Tomasz Marcin Cisewski – Przedstawiciel Regionalny Związku w Chonjcach. (R.K.).

Wystawa o Wilnie i Lwowie
ze zbiorów Pana Eugeniusza Siemaszko „Podróże niezwykłe pocztowym dyliżansem do Wilna i Lwowa”  Pod takim tytułem w dniu 4 marca 2008 r. otworzono w Bydgoszczy w Bibliotece Pedagogicznej przy ul. Marii Curie – Skłodowskiej piękną wystawę  pamiątek z Wilna i Lwowa (stare pocztówki, filatelistyka, pamiątkowe listy, zdjęcia sprzed lat…) Zorganizował ją Pan Eugeniusz Siemaszko, stary AK-owiec, działacz na rzecz Polaków pozostałych na ziemiach naszych dawnych Kresów Wschodnich. Człowiek ten nieustannie pomaga polskim szkołom, które są na terenie Litwy i Łotwy oraz dla  młodzieży polskiej na Białorusi. Takich ekspozycji jak omawiana tutaj, przeważnie w własnych zbiorów, urządził już w Polsce i za granicą, już kilkadziesiąt. W czasie otwarcia wystawy o tych wspaniałych miastach kresowych mówił przedwojenny Lwowianin, Pan Stanisław Krasucki, autor książek o tematyce działań zbrojnych oręża polskiego na Kresach. Oczywiście przemawiał też Pan Siemaszko, pochodzący z Wileńszczyzny. Wśród licznie zebranej publiczności nie mogło też zabraknąć, chociaż kilku, członków Związku Szlachty Polskiej, którzy przybyli wraz z rodzinami. (R.K.).

Kawaleria Polska
W Pomorskim Muzeum Wojskowym w Bydgoszczy w dniu 7 marca 2008 r. otworzono wystawę pt. Schyłek legendy. Kawaleria Polska XX w. w Malarstwie. Obecni byli , między innymi, zasłużeni weterani i kombatanci z okresu II. Wojny Światowej, jak i młodzi ułani na koniach przed Muzeum. Oczywiście na otwarciu nie mogło zabraknąć przynajmniej kilku miejscowych członków ZSzP. Po słowie wstępnym Dyrektora Muzeum , Pana Arkadiusza Kalińskiego, oraz Kustosza, obrazy objaśniali obecni dwaj (spośród sześciu) artyści malarze, Panowie Benon Grzeszczak i Zdzisław Walczak.O sławnych i znanych szarżach ułańskich, a także o tych mniej znanych bohaterskich zmaganiach z wrogiem, opowiadali, często z własnych doświadczeń, Panowie Stanisław Krasucki h. Jastrzębiec i Eugeniusz Siemaszko, o których pisałem wyżej przy okazji wystawy w Bibliotece Pedagogicznej.(R.K.).

Msza Trydencka i    Żołnierze Wyklęci
Było to w sobotę dnia 15 marca 2008 r. Najpierw w bydgoskim zabytkowym kościółku z początku XVII w. pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, powszechnie zwanym kościołem Klarysek, choć obecnie opiekują się nim Kapucyni, odbyła się Msza Św. w klasycznym rycie rzymskim (trydenckim). Była odprawiona za dusze straconych i poległych w walkach o niepodległość naszej Ojczyzny w latach 1944 – 1956. Ci właśnie patrioci, w okresie gdy nasze ziemie były już wyzwolone spod okupacji niemieckiej, zorganizowani w różne struktury podziemne, usiłowali stawić opór narzuconej siłą ze wschodu władzy komunistycznej. Oni to zostali nazwani żołnierzami wyklętymi, jako że przez te władze byli jakby wyklęci i nazwani bandytami. A niezależnie od wzniosłego zamierzenia, dobrze było przypomnieć tę starą liturgię z czasów swej młodości. Pamięć zachodzi mgłą, ale przecież, przynajmniej w moim przypadku, ponad połowę życia chodziłem na msze odprawiane po łacinie. Ta była uroczysta, więc dość długa, półtoragodzinna, i przebywać wypadło w gęstym dymie kadzideł. I jeszcze jedno. Myślałem nieraz, że już nigdy nie zobaczę księdza na ambonie. A oto się okazało, że się myliłem. Kazanie z ambony wygłosił o. Bogumił Dzięgielewski, jezuita z Poznania. W organizacji wszystkiego brali udział księża oraz klerycy jako ministranci nie tylko z Bydgoszczy, ale też z Torunia i Poznania. Zapamiętałem , że także organista był z Poznania. Kościół wypełnili kombatanci z AK i innych organizacji tamtych czasów (np. WIN), ze struktur Sokoła, Sybiracy, Byli Więźniowie Polityczni. Niektóre z tych organizacji miały poczty sztandarowe, mimo swych lat dzielnie stojące na baczność przy ołtarzu.  Przybyli też niektórzy miejscowi członkowie Związku Szlachty Polskiej – w przeciwnym razie nie byłoby pewnie tej kronikarskiej notatki.Była jeszcze druga część uroczystości, już całkiem świecka. Wszyscy przeszliśmy do Muzeum Wolności i Solidarności przy placu Kościeleckich. Doszło jeszcze sporo młodzieży, tak że było nas około 100 osób, tyle ile mogła pomieścić sala.    Tu pewnie jest czas by zaznaczyć, że uroczystości były zorganizowane pod patronatem Marszałka Województwa Kujawsko – Pomorskiego Piotra Całbeckiego i Wicemarszałka Macieja Eckardta. Zatem nie dziwota, że główny organizator spotkania z Fundacji „Ocalić Pamięć” i zarazem Brat Inflancki p. Adam Gajewski, na początku witał przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego, Wojewody, władz miasta, Sokoła, kombatantów i ku memu zaskoczeniu… Związku Szlachty Polskiej. Pewnie to i dobrze, że tym sposobem nasz Związek jakoś zaznaczy swą obecność w świadomości przynajmniej tak znakomitego zebranego grona osób. Zgodnie z programem: obejrzeliśmy film dokumentalny poświęcony Żołnierzom Wyklętym, ich martyrologii; wysłuchaliśmy tematycznego wykładu Dyrektora Oddziału IPN z Gdańska; Mirosława Golona i prezentacji wydanego przez IPN  Atlasu Polskiego Podziemia Niepodległościowego 1944 – 1956. Prace nad tym olbrzymim atlasem prowadziło 50 naukowców z INP w całej Polsce. Zawartość tego dzieła ciekawie i obszernie referowała pracowniczka z miejscowej filii IPN, Alicja Paczoska – Hanke. Między innymi dowiedziałem się, że w ówczesnym województwie bydgoskim w tamtych latach działały 133 organizacje podziemne, z tego 34 w Bydgoszczy. Ich liczebność była różna: od grup zaledwie kilkuosobowych do bardzo licznych i rozległych obszarowo. Oczywiście tylko niektóre zajmowały się rzeczywistą walką zbrojną, z bronią w ręku. Wiele po prostu na przykład kolportowało ulotki lub rozmieszczało po miastach napisy sprzeciwiające się nowym narzuconym porządkom, lub choćby tylko wyrażało swe niezadowolenie z tego, że władze komunistyczne zwalczały Kościół i usiłowały szerzyć ateizm. Wszyscy ci opozycjoniści podziemia z tych lat uważali, że dzięki ich działaniom „Polska niepodległość – a człowiek pohańbioną godność ludzką – odzyska” – cytat za Łukaszem Cieplińskim (26.11.1913 - 01.03.1951) Prezesem IV Zarządu Głównego "Wolność i Niezawisłość". Pisał w celi śmierci gryps na bibułce papierosowej. Dużo na jego temat w Biuletynie IPN  nr 1-2/2008. Spotkanie zakończył występ Pana Andrzeja Kołakowskiego, który przy akompaniamencie gitary wykonał recital swych ballad i pieśni patriotycznych opiewających bohaterów tamtych czasów. (R.K.).

Jeszcze o Kaszubach
W nawiązaniu do tego co było zorganizowane w Chonicach, a dodatkowo nagłośnione później w Gazecie Pomorskiej, warto wspomnieć, że w dniu 26 marca 2008 w kawiarni Węgliszek w Bydgoszczy też było spotkanie zorganizowane przez MOK oraz przez Instytut Kaszubski.
Książki o tematyce kaszubskiej , szczególnie poświęcone znakomitym działaczom, pisarzom i poetom z tego terenu, omawiali profesorowie Józef Gliszczyński i Janusz Kutta. Obecni byli różni ludzie zainteresowani tematem, nawet z odległych miast, między innymi pani Bogusława Piechocka , a z tej racji, że jedna z publikacji była poświęcona jej ojcu Borzyszkowskiemu, także opowiadała o swym domu rodzinnym. 

Wyprawa na Inflanty
Skoro tylko nadeszła wiosna, przynajmniej ta kalendarzowa, szlachta bydgoska zrzeszona w Związku Szlachty Polskiej, a przynajmniej jej znaczna część, wyruszyła na Inflanty. Głównym organizatorem wyprawy było Bractwo Inflanckie. W sumie jechało nas 15 osób + 2 dołączone na Łotwie. Z tego do Bractwa należało 13, do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” II Bydgoszcz - Fordon 5 i do ZSzP 3. Suma oczywiście nie może się zgadzać, bo niektórzy należeli do wszystkich trzech organizacji, inni do dwóch lub jednej, a byli i tacy, którzy do żadnej nie należeli.Wyjazd, jak co roku już od 7 lat, miał między innymi na celu bliższą integrację z Polakami mieszkającymi na ziemiach dawnych Inflant, także zbieranie materiałów do dalszych publikacji na łamach literacko – naukowego miesięcznika Świat Inflant, wydawanego przez Bractwo, lub chociażby zaznaczenie naszej obecności na ziemiach, które ongiś przez 150 lat należały do Polski. Dlatego też i trasa wyprawy, którą podaję poniżej, nie była typowa dla wycieczek turystycznych.Nie mam oczywiście zamiaru opisywać atrakcji turystycznych, z którymi można się zapoznać czytając liczne przewodniki. Myślę jednak, że może być interesująca krótka informacja na temat kilku zdarzeń i czasem przypadkowych spotkań, które czekały na nas na tej interesującej drodze.
LITWA – ŁOTWA – ESTONIA
5 – 13 kwietnia  2008 r. Trasa 3500 km
Bydgoszcz – Ciechanów – Łomża – Suwałki – Kowno – Kiejdany – Bowsk (Bauska) – Mitawa ( Jelgava) – Ryga – --Diament (Daugavgriva) – Ryga x 2 – Kircholm (Salaspils) – Doles – Limbażi – Parnawa (Parnu) – Rewel (Tallinn) – Sfumfi – Suurupi – Keila Joa (wodospad na rz. Vaana) – Keila – przylądek Pakriivem – Paldiski – Padise – Hapsal (Haapsalu) – prom na wyspę Dago (Hiiumaa) – Heltermaa – Suuremeaa – Heelamaa – Kardla – Takhuna – Reigi – Kopu – przylądek Ristnanina – Emmaste – Kaina – Heltermaa – prom – Haapsalu – Laikula – Virtsu – prom na wyspę Muhu – Kuivastu – Linause – groblą na wyspę Ozylia (Saaremaa) – Angla – jez. Kaali –przylądek Sorve –Kuressaare – prom – Virstu - Leal (Lihula) – Haapsalu – Parnawa (Parnu) – Limbażi – Park Narodowy Gargas – Ryga – Skaistkalne – Birże (Birzai) – Poniewież (Panevezys) – Kowno – Suwałki – Augustów  - Bydgoszcz.
W Mitawie (łotewska nazwa Jelgava), przy katedrze przypadkowo spotkaliśmy pracującego tam księdza Wiktora z Łotwy, który jednak był jakiś czas w Polsce i dobrze zna nasz język.. Dowiedzieliśmy się, że parafia liczy 18 tysięcy wiernych, ale, jak zaznaczył kapłan, nie wszyscy regularnie chodzą do kościoła. Można powiedzieć, że obie „strony” były zadowolone z tego spotkania. Ponieważ była niedziela, chętnie skorzystaliśmy z zaproszenia na mającą się wkrótce rozpocząć mszę świętą. Próbowaliśmy przy tym utargować jak długa ma być msza.-Pewnie pól godziny ? Ksiądz milczy i tylko się uśmiecha.- To może 45 minut? Nadal się uśmiecha i w końcu powiada: Jak chcecie to możecie iść do cerkwi, tam msza trwa 3 godziny. Poszliśmy do kościoła. Msza wraz z modlitwami po niej trwała półtorej godziny. Nikt jednak, jak sądzę, nie żałował tego czasu. Przynajmniej ja byłem bardzo wzruszony i doznałem głębokich przeżyć Nie tylko ze względów religijnych, ale z powodu na odmienność jaką tu spotkałem, w stosunku do tego co znam u nas. Kościół był zapełniony, w znacznej mierze ludźmi młodymi i dziećmi. Msza była odprawiana po łotewsku, a śpiewy bardzo różniące się od znanych u nas, inne melodie, jak mi się zdało, bardzo piękne. Z późniejszych naszych rozmów, opinia była podobna: uderzyła nas autentyczna pobożność i skupienie modlitewne miejscowych ludzi. Także poznany wcześniej ksiądz ujął nas tym, że na wstępie powitał naszą grupę wobec wszystkich po łotewsku i po polsku, później streścił nam w naszej mowie treść Ewangelii o Dobrym Pasterzu, a do modlitwy wiernych włączył też intencję o naszą szczęśliwą i owocną dalszą drogę po Inflantach. Ja miałem dodatkowy powód do zadumy. Mogłem sobie wyobrazić jak mój dziadek wraz z całą rodziną, także z mym przyszłym ojcem, gdy przez 27 lat mieszkali w Valdze, gdzie nie było wówczas katolickiego kościoła, jeździli w miarę możliwości do Rygi lub Dorpatu i tam uczestniczyli w podobnych nabożeństwach. Księdza Wiktora spotkaliśmy, znowu przypadkowo po raz drugi, gdy już wracaliśmy do kraju przez Skaistkalne. Ta przygraniczna miejscowość (Łotwa/Litwa) jest mało znana, bo do niedawna nie było tam dla cudzoziemców przejścia granicznego. Znajduje się zaś w niej Sanktuarium Misyjne, obsługiwane przez trzech Paulinów z Częstochowy W tym czasie, gdy przejazdem zajrzeliśmy tam na pół godziny, przyjechał też ks. Wiktor z Mitawy z grupą pielgrzymkową.W Rydze odwiedziliśmy Polską Szkołę Ogólnokształcącą im. Ity Kozakiewicz. Po Szkole oprowadzał nas jej v-ce dyrektor. Podobnie jak przed rokiem, gdy zwiedzaliśmy szkołę w Rzeżycy (Rezekne), także tu byliśmy zafascynowani panującą atmosferą i porządkiem. Uczy się w niej 350 dzieci i młodzieży, od klas przedszkolnych do maturalnych. Wiele nauczycielek przyjechało do pracy z Polski. Niektóre przedmioty są oczywiście wykładane w języku polskim (język, historia Polski, geografia Polski i inne), a część w j. łotewskim. Wiele dzieci, choć w większości są pochodzenia polskiego, z językiem ojczystym spotyka się dopiero tutaj, zaś w ich domach rozmawia się po łotewsku lub po rosyjsku. Jak nas poinformowano, 58% Polaków na Łotwie używa na co dzień języka rosyjskiego. Do Szkoły dodatkowo uczęszcza też grupa osób dorosłych. W auli na ścianie frontowej po lewej stronie widnieje duże godło Łotwy i flaga, a po prawej stronie takiż polski orzeł i flaga polska.Na egzamin maturalny przyjeżdża specjalna komisja z Warszawy. Matura umożliwia studia zarówno na Łotwie jak i w Polsce, tak pod względem prawnym jak i z powodu posiadanych umiejętności.Na Łotwie jest 5 podobnych szkół polskich. Poniżej zdjęcie obrazków uczniów, którymi licznie są przyozdobione korytarze Szkoły: Politechnika Ryska rozpoczęła swą działalność w 1862 roku i dotrwała pod tą nazwą do roku 1918, z tym, że w czasie 1. Wojny Światowej, na okres 1915 – 1818 była przeniesiona do Moskwy. W roku 1918  uczelnia w części powróciła do Rygi i rok później została przekształcona w Ryski Uniwersytet. O ile na Politechnice początkowo były jedynie przede wszystkim wydziały chemiczny, rolniczy i ogólno- inżynierski (budowlany), po zmianie na Uniwersytet przybywały nowe kierunki studiów: fizyczno – matematyczny, biologiczny, geograficzny, a nawet medyczne i humanistyczne.Na przełomie XIX/XX w studiowało tutaj wielu Polaków. Szacuje się, że stanowili oni nawet 25 – 30 % ogółu studentów. Także wielu profesorów było polskiego pochodzenia.Do roku 1896 językiem wykładowym był niemiecki, zaś potem, z ukazu cara, rosyjski.Tutejsza polonia wraz ze związanymi z nimi pracownikami Uniwersytetu z okazji przyjazdu naszej grupy zorganizowali Konferencję Naukową pod tytułem „Polsko – Łotewskie tradycje dyplomacji”. Referaty (wypowiedzi) w języku łotewskim były tłumaczone na j. polski.  Ze strony Polonii między innymi pan Edmund Fiskowicz omawiał związki Polski z Łotwą oraz mówił o organizacji polskiego szkolnictwa  na Łotwie od roku 1950 do czasów obecnych.Także z naszej strony 4 osoby wystąpiły z wcześniej przygotowanymireferatami.  Dr Andrzej Bogucki h. Awdaniec – Przedstawiciel Regionalny Związku Szlachty Polskiej w Bydgoszczy mówił o historii Towarzystwa Gimnastycznego Sokół, która to organizacja miała także gniazda na Łotwie. Przypomniał też o gen. broni Władysławie Andersie (1892 – 1970), Naczelnym Wodzu Polskich Sił Zbrojnych w latach 1944 – 45, który także studiował w latach 1911 – 14 na Ryskiej Politechnice. W gmachu Uczelni jest muzeum (sala pamięci) poświęcona gen. Andersowi, a na ścianie tablica pamiątkowa.Paweł Bogdan Gąsiorowski, prezes Bydgoskiego Towarzystwa Heraldyczno – Genealogicznego, mówił o herbie Bractwa Inflanckiego.Wojciech Sobolewski z PTTK i jako pracownik Urzędu Miasta w Bydgoszczy mówił o ochronie pamięci narodowej w Polsce i na Łotwie. Z jego inicjatywy przed kilkoma laty odnowiono pomnik w Kircholmie.Stefan Pastuszewski z Bydgoszczy, Wielki Mistrz Bractwa Inflanckiego zreferował sprawę wkładu Polaków w kulturę na Łotwie.Tu czas by przypomnieć, że na Wydziale Chemii Ryskiej Politechniki studiował Ignacy Mościcki h. Ślepowron, późniejszy prezydent polski w latach 1926 – 39.  Zapisany jest on w księdze studentów (po rosyjsku) pod numerem 3041. Opowiedziano nam związaną z tymi studiami taką ciekawą historię. Otóż przed 8 latami robiono na Uniwersytecie porządki i wyrzucono obok śmietnika stertę papierów. Jeden z polskich pracowników przez ciekawość wziął z tego 30 dokumentów i zaczął przeglądać co one zawierają. W ten sposób znalazł wśród nich pracę dyplomową Ignacego Mościckiego! Mieliśmy w ten sposób okazję obejrzeć oryginał pracy: format A4, napisana odręcznie po niemiecku, w czarnej sztywnej oprawie z napisem 1891, objętość 16 stron.W tym miejscu spotkał mnie i także Andrzeja Boguckiego wyjątkowy zaszczyt. Uznano, że właśnie nam, jako jedynym posiadającym w grupie, która przybyła z Polski stopnie naukowe, należy wręczyć po jednej kopii pracy Mościckiego, co też uroczyście uczyniono. Poniżej podaję zeskanowane w zmniejszeniu pierwszą i ostatnia stronę tej pracy. Warto zaznaczyć, że Ignacego Mościckiego, ze względu na jego działalność w dysydenckich organizacjach studenckich, władze carskie nie dopuściły do obrony pracy. Mościcki wyjechał do Szwajcarii i tam dopiero uzyskał dyplom inżyniera. Na marginesie jeszcze dodam, ze jeszcze dwóch innych przyszłych prezydentów 2. RP było związanych z Łotwą: Gabriel Narutowicz kończył gimnazjum w Lipawie, zaś Stanisław Wojciechowski gimnazjum w Mitawie (Jelgawie).  Wspomnę też, że inż. Stanisław Kierbedź zaprojektował most nie tylko dla Warszawy, ale też most kolejowy przez Dźwinę. Fragment pracy dyplomowej  Ignacego Mościckiego. Oprac. Romuald Kromplewski.

Kircholm
W odległości około 18 km na wschód od Rygi, jadąc szosą wzdłuż Dźwiny w stronę Dyneburga, znajduje się mała wieś Salaspils, znana raczej pod nazwą Kircholm. Tu właśnie w 1605 r. Jan Karol Chodkiewicz, stojący na czele 3 tysięcznego wojska polskiego i litewskiego, rozgromił 11 tysięczną armię szwedzką. Zwycięstwo to było nie tylko przykładem męstwa oręża polskiego, ale i genialnej strategii jej wodza. Przede wszystkim Karol Chodkiewicz sam obrał wygodne dla nas miejsce  pola bitwy i czekał na wroga, zaś nierozsądny król szwedzki Karol IX kazał swym wojskom całą noc w deszczu i po błocie brnąć z Rygi, by dotrzeć w to miejsce. W tej sytuacji, po zwykłych w tym czasie podjazdach harcowników na przedpolu, bitwa rozstrzygnęła się ponoć w ciągu 20 minut. Zginęło tysiące Szwedów, a reszta uciekała w popłochu. Prawdopodobnie zginąłby też sam król Karol, bo koń jego już prawie padał ze zmęczenia, ale szwedzki szlachcic o nazwisku Wredny oddał mu swego konia. W miejscu tego zdarzenia Szwedzi postawili skromny pomnik na lewym brzegu Dźwiny. W miejscu chwalebnego zwycięstwa polskiego hetmana stoi (tuż po lewej stronie szosy) okazały pomnik z granitu, fundowany przez państwo polskie. Są na nim herby Polski i państw sprzymierzonych, a napis głosi:
TU 27 WRZEŚNIA 1605 R. W JEDNEJ Z WIĘKSZYCH W HISTORII NOWOŻYTNEJ BITWIE POD KIRCHOLMEM (SALASPILS) WOJSKA KORONY POLSKIEJ I WIELKIEGO KSIĘSTWA LITEWSKIEGO Z UDZIAŁEM SIŁ KSIĘSTWA KURLANDII POD DOWÓDZTWEM HETMANA JANA KAROLA CHODKIEWICZA POKONAŁY PRZEWAŻAJĄCE SIŁY SZWEDZKIEGO KRÓLA KAROLA IX. Przy pomniku stoją członkowie Związku Szlachty Polskiej z Bydgoszczy: od lewej: Jarosław Antoni Janczewski h. Dołęga, Romuald Franciszek Kromplewski h. Korab i Andrzej Bogucki h. Awdaniec – Reprezentant Regionalny ZSzP w Bydgoszczy. Jak zawsze przy takich okazjach cała nasza kilkunastoosobowa grupa odśpiewała hymn rycerski Bogurodzica oraz pomodliła się o spokój poległych tu rycerzy, niezależnie do jakiej należeli nacji i po której walczyli stronie.

Kaplica w Tallinie
Wiedzieliśmy, że podobnie jak niemal w każdej stolicy kraju, chociażby ze względu na pracowników ambasad, jest kościół katolicki. W stolicy Estonii jest to katedra pw. św. Piotra i Pawła. Obiekt na Dolnym Starym Mieście, jakby w podwórzu, nieciekawy architektonicznie. Biskupem jest Francuz, a proboszczem Włoch, Polacy do pomocy. Otworzyła nam drzwi przywołana z pobliskiego mieszkania miejscowa Polka, działaczka Polonii. Od niej dowiedzieliśmy się, że w pobliżu jest jeszcze kaplica. Zaprowadziła nas tam w pobliski zaułek i telefonem przywołała obsługującego kaplicę zakonnika. Pracuje w niej, jak na autentycznej placówce misyjnej, Polak, Dominikanin pochodzący ze Szczecinka, o. Artur Modzelewski. Poprzednio pracował on na Łotwie, a gdy już dobrze poznał miejscowy język, skierowano go do Estonii, gdzie musiał jak najszybciej nauczyć się bardzo trudnego języka estońskiego (z grupy ugro – fińskich). Na misji jest już 15 lat i jako zakonnik jedyny w tym kraju. Spodziewa się jednak, że przyjedzie jeszcze kolejnych dwóch Dominikanów. Kaplica jest niewielka, z zewnątrz nie różni się od innych średniowiecznych domostw, ale wewnątrz b. ciekawa, szczególnie podziwiałem pewnie kilkusetletnie malowane drewniane belki stropowe, dziwnym sposobem wbudowane nie w jednym poziomie, lecz tworzące strop wklęsły w części środkowej. Obiekt ten nie był przydzielony urzędowo na cele sakralne, ale został po prostu przez zakon zakupiony.    W Estonii, jak nam objaśnił ksiądz, są w zasadzie tylko 3 parafie katolickie: w Tallinie, Dorpacie (Tartu) i Valdze. Są jeszcze 2 lub 3 kościoły obsługiwane sporadycznie przez księży dojeżdżających. A jest ich w tym kraju zaledwie kilku. Miło było poznać polskiego Dominikanina; szkoda, że nie było czasu by dłużej porozmawiać. My już musieliśmy odjeżdżać, a ksiądz szykował się do mszy św. i ludzie zaczęli się schodzić do kaplicy.

Miejsca szczególne
Takich wymienię tylko kilka. W Tallinie pomnik Estonia, poświęcony zatonięciu w 1994 r. promu o tej nazwie. Przedstawia on linię nagle przerwanego życia 852 ludzi. Imiona wszystkich są tu wypisane. Podobnie na wyspie Hiiumaa na przylądku Takhuna, gdzie w odległości kilku kilometrów od tego miejsca prom nagle zatonął, pociągając w odmęty spienionego morza tyle ofiar, jest pomnik w kształcie przechylonej stalowej konstrukcji z zawieszonym na niej dzwonem. W miejscowości Padise ruiny olbrzymiego klasztoru Cystersów i kościoła. Jakże się to ma do obecnego teraz jednego misjonarza?
We wszystkich tych miejscach śpiewaliśmy Bogurodzicę i odmówiliśmy modlitwę za zmarłych. Na przylądku uderzyliśmy też w dzwon. Byliśmy też na południowym cyplu wyspy Ozylii, w miejscugdzie zostało utworzone Bractwo Inflanckie.Tyle z wyjazdu zanotowałem. Romuald Kromplewski.